niedziela, 16 grudnia 2012

Takie tam po tygodniach








Zaś długo nie pisałem bo co.. bo sesja niestety a i problemy wynikłe z czasu rozłąki odległości i reszty teko podobnych rzeczy dały mi popalić. Pisze wiec teraz.
Oprócz nauki szaleństwa zakupów przedświątecznych wyczekiwania na powrót do domu to w sumie nic się nie dzieje.

Udało mi się iść do chińskiej restauracji z chińczykeim (gadał po chińsku z obsługą:D^^) gdzie piłem chińskie piwo, musze powiedzieć ze jest takie se.. ale faktycznie było z chinJ. Dałem się nabrać ze jem oko ryby, wielkiej ryby i że to czarne zostało wyjęte tylko po to żeby ludzie się nie brzydziliJ tak naprawdę to było liczi:]. Nauczyłem się jako tako posługiwać pałeczkami.. choć może to zadużo powiedziane. No ale coś tam nimi zjadłem, a na koniec dostałem chiński kalendarz.

W paryżu był pierwszy śnieg!! Co spowodowało mały paraliż busów i musiałem naginać na nogach pod góre na uczelnie, przy czym wielokrotnie pytałem sie nawzajem z tristanem czemu my teraz nie idziemy na piwo.. ale wysżło na to że podążamy za tłumem:D.
Hindusi pierwszy raz w życiu widzieli śnieg, ale mimo to całkeim nieźle walczyli w bitwie na śnieżki:D

Badaliśmy wytrzymałość betonu co go robiliśmy jak pewnie pamietacie w tych śmiesznych strojach i wibratorem dla konia:D badanie sprowadzało sie do zepsucia betonu co można było przewidzieć a skutki na zdjęciu:)
Na uczelni był świąteczny LUNCH co przejawia sie tym że wszytko kosztuje 2.30 euro + winko, i jest mega dobre i wyrafinowane podobno. Jak dla meni to było całkiem nie złe ale to nie to samo co kotlet mamy:)

Z innych ciekawych rzeczy. Paryż wieczorem/nocą jest prześliczny. Słowo prześliczny jest idealne, idziesz i widzisz magie, oczywiście menelstwo i brud tez jest ale szczególnie przed świetami to wszystko jakoś jest przyćmiewane tymi światełkami tymi parami pijącymi grzane wino ehh.. naprawde jak tak człowiek przystanie biegnąc z jednej stacji na druga to poważnie żałuje że nie ma gokoś bliskiego przy sobie (michał się nie liczy), żeby tak po prostu pobyć. No ale to może po prostu tesknota mnie zżera od środka a może po prostu.. 
Nie ważne.
Kilka pocztówek wysłałem to pewnie ktoś z was i dostałJ jak się odczytaliście co pisałem to gratuluje :D
Jak ktoś chce pocztówkę niech napisze adres w komJ kilka jeszcze wyśle na pewno.

Myśle że już do zobaczeniaJ choć coś jeszcze może szrajbne potemJ

Wasz.. Malin:D

P.S.
Jadłem kasztany!!
DOBRE:) ale więcej niż 5 to ciężko zjeść bo dość zapychające są. 

poniedziałek, 12 listopada 2012

Pigalle




Ostatnimi czasy udało mi się nabyć mały wzmacniacz co bym mógł ćwiczyć gitarowanie. Kupiłem go po atrakcyjnej cenie i w sposób zupełnie zwyczajny wiec nie ma o czym mówić, ale.. ale jak poszedłem kupić kostki do gitary odkryłem zupełnie inny świat.

                Wysiadam na stacji metra Pigalle (WIKI , MAP), wychodzę a tam przede mną żaden wielki plac jak to sobie wyobrażałem i wyobraża większość społeczeństwa, tylko mała fontanna na tle Całkiem pokaźnie wyglądającego night clubu co już samo w sobie wzbudziło moje pierwsze podejrzenia. Idziemy dalej w poszukiwaniu sklepu z gitarami co by kupić wspomniane kostki. Wszedłem do pierwszego, jak się później okazało stanowczo nie ostatniego, napotkanego sklepu i ochoczo zapytałem „du jus pik inglisz?” a woodstockowo wyglądający sprzedawca przebijając się przez bardzo ciężką acz melodyjną muzykę, która snuła się gdzieś w tle, powiedział: „yea sure!”. So grat pomyślałem i kupiłem 3 kostki w cenie 0.5 Euro/szt. Odpowiedź „yea sure!” była drugą rzecz która mnie zastanowiła że to chyba jakiś inny paryż.  Wyszliśmy, ale zamiast wrócić do metra stwierdziłem a zobaczę co jest za rogiem. Decyzje tę podjąłem w sumie po trzeciej rzeczy która zaintrygowała mnie w tej części miasta, mianowicie naprzeciwko tego sklepu był kolejny przyjemnie czerwono wyglądający pub z wymalowanymi na oknach paniami :D  

 Za rogiem moim oczom ukazała się jedna chyba z najfajniejszych i najbardziej zakręconych mimo tego że jest prosta ulic w Paryżu. Śmiało mogę stwierdzić że co drugi sklep na tej ulicy był sklepem Gitarowym, ale z równie dużym przekonaniem mogę stwierdzić, że drugi co drugi „sklep” był czymś w rodzaju puboklubu, tudzież czegoś podobnego(wnioskuje po podobnych do wspomnianych wcześniej malunkach, czerwonych neonach itp). Ulica iście magiczna a na domiar wspaniałego na końcu ulicy jest Muzeum erotyki :D które definitywnie jest kropką na i na tej ulicy.
Tak to odkryłem nowy ciekawy zakątek Paryża.
Świątecznie przystrojony bar







Metro station

T
amto czerwone w tle z tego zo przyuważyłem zwie sietsexodrome



tamto czerwone w tle z tego zo przyuważyłem zwie sietsexodrome

środa, 7 listopada 2012

Halloweenowe laborki

Ostatni długi weekend przeleciał pod znakiem remontów kolei podmiejsceki, wizyty gościa z polski i halloween, albo jak kto woli zaduszków/zaduszek, nie wiem która forma jest poprawna.
Ja i moje dzieło:)
Dynia w bałaganie

W czwartek zaopatrzyłem się w blender, zrobiłem krem z dyni wydrążyłem dynie, a Olga przyrządziła palce wiedźmy, placuszki dyniowe i tak powstało skromne Polish Halloween party. 
Z mojej strony największym wyczynem i zarazem debiutem było przyrządzenie kremu z dyni. Dzięki kilku przepisom, a w szczególności Sabinowemu przepisowi z zeszłego roku, udało mi się na oko, zrobić całkiem podobno dobry krem i chyba z racji tego, że blender został już kupiony, będę przyrządzał różnorakie rzeczy tego typu częściej. Posiedzieliśmy trochę niektórzy niestety musieli zmyć się wcześniej, ale ogólnie bardzo pozytywny wieczór. Dowiedziałem się co to Wstęga Möbiusa, pierwszy raz poczułem się głupi słuchając kawałów i niestety nadal nie umiem rozpuszczać czekolady:/
Od lewej: Ja, Olga, Filip, Grzesiek 

W niedziele postanowiłem zwiedzić pobliski park. Jest większy niż myślałem i stanowczo motywuje do biegania. Ogromny piękny zielony ze stawami i fontannami. Full wypas. I sprzedają, jak wszędzie zresztą, naleśniki z nutellą:D



Poniedziałek okazał się zaskakująco bardzo interesującym dniem:
Mieliśmy pierwsze na tych studiach labolatoria i tutaj uwaga: Z produkcji Betonu, tak, uczyli nas jak wymieszać cement, piasek, żwir i zrobić beton. Fakt, że było to może trochę bardziej dokładne i skomplikowane niż „u taty w garażu” ale nadal.. robiłem beton :D zrobiliśmy dwa rodzaje jeden dość gesty nazwany normall concrete, a drugi jakiś advanced,  wyjątkowo rzadki, ale z jakimiś utwardzaczami i podobno po 28 dniach jest zajebisty. Mamy tam wrócić za 4 tyg. i będziemy badać różnice wytrzymałościowe zrobionych przez nas próbek na wszelakie sposoby.
Ja w fancy ciuszkach z wibratorem:>:D
Urządzenie do badania jakości betonu świerzego
Tak wyglądają nasze próbki

Z ciekawych rzeczy :

-do tworzenia próbek żeby konsystencja było homogeniczna używaliśmy wibratora jak na zdjęciu; 

-każdy dostał pełen strój ochronny  + rękawice żeby się nie pobrudzić.

Z racji tego ze tym razem nie miałem posiłku za free.. musieliśmy znaleźć jakieś jedzenie.
Udało się znaleźć chińczyka, Patrzymy 10.50 za open bar so.. idziemy:

Wchodzimy a tam miła chinka nas wita i prowadzi do stolika, już wyczuwam ze coś jest nie tak, ale..  siadamy, ona coś tam po francusku szprecha na szczęście był z nami jeden francusko gadający kolega to tam z nią ugadał co i jak. Wzięliśmy talerze  i ruszyliśmy w kierunku lad z jedzeniem. Powiem wam że w życiu nie jadłem tak dobrego chińczyka. Sajgonki, ryże, mięsa, krewetki, grzybki, popróbowałem wszystkiego, a dojadłem lodami na koniec i wszystko było wyśmienite. Tym samym muszę zmienić zdanie o chińskiej kuchni, Jest Pro.  Jedynie coś co przypominało gołąbki, a w środku miało jakiś makaron kiełki i krewetki było takie se, ale jak polałem dobrym sosem z czegoś tam było ok :D

Przebiegle wziąłem opakowanie po pałeczkach gdzie były chińskie znaczki mówię ”sprawdzę czy nasz grupowy chińczyk to przeczyta”, daje mu to i pytam” a co tu pisze:>” a on mi na to „do wszystkich rodzajów potraw” , nie wiem czy to prawda ale  na tyle na ile podłapałem chińskiego coś w tym jest :D

Bardzo fajna szkoła elektryków:)
To tak w skrócie ostatnie dni:) 

niedziela, 28 października 2012

Dwa miesiące za mną



Miniony tydzień był  jak zresztą każdy dość zwariowany. 

Na początek udałem się do mojej opiekunki we Francji w celu dopytanie się o sprawy ubezpieczeniowe itd. Po jakiś 15 min czekania zszedł do nas, bo byłem z Michałem, Znajomy nam pan i zapytał czy mówimy po francusku już, kiedy jednogłośnie stwierdziliśmy „not yet” stwierdził ze nasza opiekunka jest bardzo zajęta i on nam wszystko wytłumaczy, morał z tego taki,  że nasza opiekunka może nie umieć angielskiego, niestety:/  Załatwiliśmy co mieliśmy załatwić i wróciliśmy do nauki na środowy egzamin.

Mini autobusy na 10 ludzi:)

Nie wiem czy to polska ekipa robiła, ale na bardzo ruchliwym skrzyżowaniu już chyba 3 tydzień stoi znak przyfastrygowany taśmą i dwoma zaciskami:)

Akademik jaki mam to mam ale kosiarkę mają wypaśną. rozkłada sie i składa jak mysliwce ze star wars:D


W środe napisaliśmy egzamin Z Basic Nuclear Physics wsio by było ok ale wydaje mi się że albo ja jestem bardzo nieogarnięty albo w tych zadaniach były nieścisłości. Tak czy siak napisałem i nawet mam wrażenie ze powinienem zdać. Tym razem czasu było aż nadto.

W tak zwanym międzyczasie dostałem maila przytoczę fragment:

Hello,
I am Jesus, and apparently I am with you in the group for the thermohydraulics course

Tak że mogę śmiało mówić że w mojej drużynie jest Jezus.
Weekend spędziłem wyjątkowo przyjemnie, głównie na szeroko pojętej alkoholizacji z duża dawką śmiechu, kart, włoskiej kuchni, polskiej wódki,  francuskiego ciasta i życzliwego uśmiechu. 

Dzięki!

p.s.
Olga potrafi wyśmienicie gotować nawet kiedy Filip jej przeszkadza  podżerając ¾ składników :D!


 Ale nikt tak nie nauczy grać Michała w Remika jak Filip :)
Przez przypadek odkryłem że mój internet jest podłączony taką kostką. WIE KTOŚ CO TO!?



poniedziałek, 15 października 2012


Długo nie pisałem bo dużo się działo

Wersal (WIKI, WEB, MAP)zwiedzony.
Kilka takich różno kolorowych serco podobnych rzeczy wisi pod sufitami wersalu i powoli sie obracają. Robi wrażenie.
widok z okna wersalu

szpilki z garków na jednym z holów
Może się mu nie przyjrzałem zbyt dokładnie, ale no nie przypadł mi specjalnie do gustu. Chyba dlatego ze co gdzieś ide to wszystko jest wielkie wypaśne i ładne. Pałac jak pałc- stwierdziłem wychodząc, ale chyba tam wruce sprawdzić czy czegoś nie zostawiłem.
Bardziej zatłoczonego miejsca niż versal w niedzielne popołudnie jeszcze nie widziałem w Paryżu aż do dziś (02,09,2012 ). Kiedy to wracałem z zajęć z ecole de pomps paris . Miałem przesiadkę na jednej z większych stacji metra/rer'a. Tam było tyle ludzi, że pierwszy raz widziałem ludzi którzy upychają ludzi w pociągach na żywo. Myślałem ze takie rzeczy tylko w erze albo w Japoni a tu nie! W Paryżu tez mają ten patent!


Odnośnie  zajęcia w miejscu roboczo zwanym Disneyland, szkoła ta jest bardzo blisko (kilka przystankówprzed) owym parkiem rozrywki wiec i dostała taką ksywkę. Nazwa prawidłowa to Ecole de pomps paris czy coś takiego. Szkoła która kiedyś zajmowała się głównie mostami a teraz jest ogólnie rozwojowa.
Mieliśmy tam zajęcia coś jak by z metod numerycznych i sposobie zaimplementowanie ich do nauk środowiskowych. Tak w ogóle ten przedmiot na nasze to jest ochrona środowiska wiec wyobrażacie sobie jak porywający on jest:].  Jedziemy tam na cały dzień mamy 3 h zajęć przy kompach z których prawie nikt prawie nic nie rozumie. Potem mamy wypaśny lunch za free i to jest kluczowy event dnia :D, a potem znów 3 h napierniczania w komputerki.. massakra dobrze ze tylko 2 razy tam byliśmy i jeszcze jeden przed nami..
W weekend kurowałem się gdyż dopadły mnie migreny z przeziębieniem.. Pogoda jest strasznie do bani:/ rano kilka stopni popołudni prawie kilkanaście do 20, co trochę pada.. zło.

Mieliśmy ostatnie spotkanie w sprawie stażów i zaczynam już wynajdywać jakieś oferty może uda mi się coś ciekawego znaleźć nie nie mówię co by nie zapeszyć.

KUPIŁEM GITARRE:D jest genialna!:) w ten  sposób mam co robić w deszczowe dniJ

No i w końcu.. dziś miałem pierwszy egzamin..

Nie był trudny, był niemożliwy do napisania. Miałem 3 h(głowa mnie zaczęła tak boleć że zaczynam myśleć że faktycznie myślenie może boleć) na napisanie 3 bardzo rozbudowanych zadań i 2 teoretycznych.  Z tego zrobiłem pierwsze  trochę źle, ale coś tam nakreśliłem no i to zadanie zabrało mi prawie 1.5 h:/ 2 zrobiłem całe 3 można powiedzieć ze zacząłem i odpowiedziałem na jedno pyt teoretyczne. Na 20 pkt do zdobycia liczę na 5-8.. jak będzie zobaczymy na pewno się pochwale.

Tyle. Ideę odpocząć/pograć

sobota, 29 września 2012

Rondo przed wjazdem na uczelnie
Cały długi tydzień za mną.

Jeśli chodzi o zajęcia. Są podzielone na dwie grupy: Arcynudne i ciekawe ale jeszcze się nie rozkręciły. Wiec na razie bezstresowo i dzięki  dużej ilości kawy z automatu, jakoś nadążam za francuskimi naukowcami.
Zaskoczyli mnie raz czy dwa, ale na 99 % jestem przekonany, że to ja miałem racje:P

Jak widzicie, zajęcia mam w miejscu odosobnionym a na terenie uczelni biegają zające:) Bardzo miła okolica, pośrodku niczego w okół pola kukurydzy i ludzie z pralką na rondzie, o których napisze w terminie najbliższym:)

Codziennie odkrywam nowości w stołówce którą dokładniej opisze „kiedyś tam” . Staram się zawsze brać coś innego coby popróbować jak tu jadają.  Spostrzegłem że wszelkiego rodzaju kotlety są: albo krwiste, albo nie dosmażone, albo nie doprawione, albo jakąkolwiek kombinacja tych trzech.

Spostrzeżenia inne:
  • ·         Mussaka jest dobra,
  • ·         Michał zawsze weźmie coś czego nie da się zjeść(dziecko szczęścia) wziął niedorobione żeberka i siedział nad nimi 45 min bo nie dało się ich pokroić, albo jakkolwiek rozdrobnić w jadalne kawałki:D
  • ·         Najlepszy deser to owoce w jogurcie naturalnym z powidłami jabłkowymi. 
  • ·         Jak bierzesz jedzenie od tego samego pana przez cały tydzień zapamięta że nie umiesz mówić po francusku i przestawia sie na język migowy:)
  • Ludzie w stołówce w większości są przemili i uśmiechnięci w odróżnieniu od polskich miejsc tego typu:)
Tak mniej więcej wyglądają moje obiady. Tutaj: Przystawka-surówka, danie główne mussaka z pieczonymi ziemniaczkami i fasolką szparagową, deser 1 - brie z bułką, deser 2 ciasto z brzoskwiniami.

Spostrzeżenia z jednego z powrotów z zajęć:

Apropo jedzenia. Wracając busem z koleżankami z Indii zostałem poczęstowany ich przysmakiem z jakiś tam grzybów. Z racji tego że na stołówce mało jest rzeczy dla vegetarian, a one mięsa nie jedzą bo nie lubią same sobie przyrządzają co nieco.  Na początku nie chciałem ale po tym jak Kolega Chińczyk zjadł i powiedział że dobre skusiłem się na kęsa. I dobrze, bo naprawdę bardzo dobre. dziewczyny stanowczo potrafią gotować. Co prawda potem Kolega powiedział ze jestem słodki i wtedy zacząłem się zastanawiać czy to nie te grzyby tak na niego podziałały, ale chyba nie:D:D

Kolejna uwaga dla fanów kuchni.  Całe życie myślałem że w chinach je się wszystko na ostro. Otóż nie.  Dowiedziałem się że to ściśle zależy od miasta. Są miasta w których jedzą naprawdę ostro, a są takie gdzie nie tolerują ostrych przypraw. 

Dziś udało mi się znaleźć lekarza kupić bilet do polski na święta i zamówić francuski nr telefonu. Konto uszczupliło się znacznie, no ale od tego jest.

Kupione dwie bagietki po długim tygodniu pora się zrelaksować.

Jutro Zwiedzanie Wersalu!:)

Stacja RER'a B w oczekiwaniu na pociąg