Pod takim hasłem spędziłem ostatnie
weekendy
Fête
de la musique
to chyba najbardziej wyczepista
impreza o zabarwieniu studenckim w Paryżu o jełkiej wiedziałem i
było mi dane w niej uczestniczyć.
Noc Kupały, pogańskie sobótki i inne takie to wyrażenia kojarzące się jednoznacznie z data 21 czerwca, od teraz w moim algorytmie skojarzeń na stałe zagości jeszcze jedno, Fete de la musique-Paris. Szedłem/szliśmy zasadniczo z jednego końca centrum na drugi zahaczając o drobne koncerty, występy co ciekawszych grajków czy po prostu ludzi siedzących i śpiewających bo tak, i nie mogłem się nadziwić że wszyscy świetnie i synchronicznie się bawią a do tego piją alkohol i nikt nie ma im tego za złe jak na krakowskich juwenaliach (bo impreza jest porównywalna tylko że 4 razy większa, albo więcej.. nie ważne). Zauważywszy ten fakt również zaopatrzyliśmy się w staff (vinko), żeby nie wyszło że się nie solidaryzujemy z naszymi Paryskimi gospodarzami i przez to obrażamy ich kulturę i tradycje. Tak więc chodząc od mostu do mostku i koncertu na koncert musieliśmy zacząć szukać sklepu bo pragnienie rosło odwrotnie proporcjonalnie do ilości otwartych sklepów. Naszczepcie znaleźliśmy jakiś, zakupiliśmy co trzeba, a w międzyczasie ja zostałem posądzony o bycie raz, Niemcem, raz Szwedem, raz Duńczykiem ja nie wiem czy ze mną czy z nimi jest cos nie tak.. ale nic to.. Użyliśmy Rekinkowego otwieracza i znaleźliśmy wygodną ławkę. Po chwili usłyszeliśmy jakiś kolejny koncert godzina koło 3:00 am, poszliśmy za uchem i znaleźliśmy koło kebaba rozłożony zespół rockowy grający Cowery metallicy, ścieżkę dźwiękową z supernaturali i inne takie, czego słuchało się po prostu zajebiście po całej nocy zabawy rozmów i śpiewów wszelakich, a słuchanie to umilał tylko fakt, że odbywało się ono siedząc na krawężniku co dla meni osobiście jest alegorią wolności od.. zawsze, kto jeździł na koncerty to wie!
Następnie udaliśmy się nad rzeczkę gidze pewien Pan postanowił przepłynąć ową rzeczkę co mu się udało, ale rozentuzjazmowany tłom dopingował go rzucając w niego butelkami jako kołami ratunkowymi. Dziwny sposób, no ale taka widocznie tradycja..
O 6:00 byliśmy już w łóżkach ale tylko na chwile!
Chocian zaczął się od wyjątkowo
dobrej kawy, Dzień następny był ciężki i odbył się pod znakiem
pizzy w doborowym towarzystwie zakupu wiatraka od pana który zaś
myślał że jesteśmy ze Szwecji.. zwiedzanie zamku z rogami
łosia(wiem że to nie łoś:P) i grze o tron jak to na sobotnie
popołudnie przystało. Dzień baardzo udany, baardzo meczący, i
baaardzo długi zważywszy ze spało się może 4 h no ale takie
życie :)
A już tak całkiem ostatnio to
postanowiliśmy lekko odpuścić i zafundować sobie tylko piknik.
Ale przed piknikiem robionym przez nas (po raz kolejny na paris jazz
festival), odbył się jeszcze jeden w Orsay.
W tym roku, z tego co wiem, miał
miejsce pierwszy piknik studentów/stażystów centrum badawczego w
Orsay gdzie to też mam przyjemność odbywać staż. May skromny
Pilniczek z mnuuustwem jedzenie i bardzo dobrymi kiełbaskami, ludźmi
jak zwykle z całego świata którzy mają jedną wspólną cechę,
kręci ich fizyka! Więc, wbrew pozorom, nudno nie było. Np.
widziałem grill z wyjściem LPT1 ! Tak jak do starej drukarki! Nie
udało się nam rozpracować po co ono tam jest, więc piknik trza
powtórzyć, ale są pewne pomysły. Wytłumaczyłem różnice
pomiedzy „na zdrowie” a „na zdrowja” i takie tam. Bardzo
udane piątkowe popołudnie.
W sobotę sprzątanie, zakupy i CS
zakończony pieczeniem naleśników na niedziele do 1:00 am i skypową
impreza Paris-Grabowa, gdzie wzniesione zostały toasty na odległość
1600 km. Chyba mój najdłuższy toast ever! Dzięki za to!! Fajnie
że ktoś tam sobie o mnie przypomniał i zadzwonił, naprawdę miło
mi się zrobiło!!!
No ale wracając do naszego pikniku. W
niedziele poszliśmy do Chateau de vincenns zwiedziliśmy go w trybie
ekspresowym, zamek, a raczej łazienkę bo w sumie to był punkt
główny tej wycieczki do zamku..potrzeba wyższa. Potem 20 min w
kolejce żeby wejść do parku no i jesteśmy! Znaleźliśmy
miejscówkę i rozpoczęło się jedzenie naleśników i innego wina
w rytmach Jazzu baardozo udana sprawa tym bardziej ze chwile przed
tym załapaliśmy się na końcówkę zlotu czegoś jak by rajd
paris-pekin gdzie było dużo starych autek.. a jak wszyscy wiedzą
malin lubi. No i tez nowe np. jak adventador.. jeeejku..
przezajebisty! I tyle!
Po całym dniu smażenia się w cieniu
z naleśnikami doszło do spontanicznego spotkania, i spontanicznych
krakersów więc.. jeszcze lepiej niż fajnie!
Zobaczymy co przyniosą kolejne
weekendy, miesiące i koszyki truskawek których jadam na potęgę!
:) uśmiechać się!