Kolejny dzień i jak to na nowy dzień
rano nie wiedziałem co spotka meni dziś a spotkało mnie wiele
całkiem przyjemnych/dziwnych rzeczy..? tak w sumie to rzeczy.



Dzień zaczął się pięknie
mianowicie od „we own the night”
10 km Bieg kobiet zorganizowany
przez Nike. Zostałem poproszony coby supportować jedną z
uczestniczek i w sumie nieświadomy co może meni tam spotkać
zgodziłem się. Już jadać na miejsce, w metrze zauważyłem
pierwsze wysportowane, obciśle ubrane, zakładam, panny i oczywiście
naturalnym instynktem stadno/samczym poszedłem
(bo było dość
daleko) za nimi i nie myląc się odnalazłem miejsce startu. Na
miejscu czekało na mnie około 3000 panien rozgrzewających się do
biegu co tylko wywołał u meni jeszcze większy uśmiech, bo ten
pojawił się już w metrze. Mój aparat zaczął się męczyć od
ilości zdjęć. Nie bez problemu odnalazłem koleżankę, która
mnie w to wszystko wplątała, parę fotek łyk powarejda i na
start. Na starcie trwał już masowy aerobik rozgrzewający dla
uczestniczek. Generalnie powiem wam, że kolejny raz cytując
klasyków, ale tym razem z USA „it was awsome”. No, ale bieg się
zaczął, poszedłem na trasę, parę fotek, na mete, pierwsza
uczestniczka 10 km koło 36 min, tak że ładnie, też pyknąłem
parę fotek no i na zasłużony odpoczynek/posiłek z koleżanką,
banany, powerejdy, ciastka, suszone owoce poszły w ruch, a my
odpoczywaliśmy na krawężniku otoczeni feromonami nadal Pięknych
panien. W skrócie, warto było wstać!


Posileni udaliśmy się na nietypowe
zwiedzanie Paryża. Na pierwszy ogień poszedł Hôtel de Sens (WIKI, MAP).
Miejsce dość standardowe jak na to miasto. Mały zameczek
wybudowany gdzieś w XV w. później przebudowywany itd. ale co
fajne! Jest w nim wkomponowana kula armatnia podajże z okresu
jakiejś ichniejszej rewolucji (WIKI) ,
że ja osobiście lobię takie smaczki stwierdziłem, że fajnie jest
to zobaczyć bo od tak jak nie wiesz tego to nie zauważysz. Coś jak
z kamienica pod pająkiem w Krakowie, mało kto wie i zwrócił
uwagę, a historia i pomysł całkiem godny uwagi, ale to na inny
temat.

Kolejnym pkt. wyprawy miał być sklep z
pułapkamitrutkami na gryzonie (MAP, WEB). Tak też się stało. Tylko że po
drodze zaliczyliśmy kościół z weedowymi drzwiami targ za
ratuszem, MaCa, sklep muzyczny i parę innych pierdół. W końcu
kolejny raz nie bez przeszkód dotarliśmy do sklepu. Co prawda był
lunch break ale w środku to w sumie mało co fajnego jest. Witryna
ma całkiem oryginalne podejście do klienta i mówi coś w stylu:
robimy to od lat, kochamy to co robimy, i robimy to dobrze, zabijamy
na śmierć. Czy coś w ten deseń, zresztą.. widać na zdjęciach,
reklama 100% !!


Dalszym pkt był zaś sklep z
wypchanymi zwierzętami i spreparowanymi insektami do kupienia.
(jeleń 3500 euro
:D ) Po drodze oczywiście nie mogło obyć się
bez przygód. Nie świadomi tego co nas zaraz spotka zwróciliśmy
uwagę na kamienice pokryta konstrukcja z coś jakby kolorowych
rękawiczek. Pomyślałem że to pewnie jakiś dom kultury i maja
jakiś ewent o jedności czy coś. No i się okazało że czy coś..!!
wchodząc nie bylem pewny gdzie wchodzę, bo oczywiście zdecydowałem
się sprawdzić podejrzanie fajne miejsce. Przekraczając próg idzie
się po dywanie z centówek. Podłoga jest wysypana pieniądzmi,
centówkami, co już pomijać malunki na ścianach dziwną muzykę
dobiegająca z oddali i kontrastującego z całością, dobrze
ubranego Pana przy wejściu, wydało mi się dziwne i podejrzanie
super! Z nieprzesadzoną niepewnością weszliśmy na pierwsze piętro
odprowadzeni uśmiechem pana w 'recepcji', jeszcze bardziej
podejrzane. Otworzyłem pierwsze drzwi i zobaczyłem warkocz jak
mniemam wibratorów w kształcie wieży eifla, a obok skarbonkę z
wrzutnikiem na pieniądze w okolicy kobiecego łona podpisaną coś
jak by zbieramy na kurtyzany czy coś tak. Mówię ok, no sztuka to
sztuka, ale z każdym kolejny zakrętem, za każdą kolejną ścianą
jestes jeszcze bardziej ciekawy co zobaczysz i czym tym razem się
zaskoczysz. To miejsce po prostu powala swoim klimatem, którego ja
nie jestem wstanie w żaden sposób oddać słowami, a co dopiero
opisać. Już na drugim pietrze poważnie zastanawialiśmy się czy
wchodząc wyżej jesteśmy bezpieczni, muzyka narastała a samej góry
na wędce byłą spuszczona „reklama” 'na piętrze znajdują się
cukierki'. Było to conajmniej psychodeliczne, genialne, zagranie i
po tym stwierdziłem, że jak są cukierki to trza iść. I tak
zwiedziliśmy to moim zdaniem najwspanialsze Paryskie miejsce, lekko
przerażeni, ale tylko nie pewnością tego co będzie za rogiem, niż
czymś faktycznym. Ta sztuka zadziałała na mnie naprawdę! Jak
chyba jeszcze żadna malowana jaką widziałem, co potwierdza fakt że
miejsce i sposób ekspozycji ma znaczenie!! wychodząc zapytałem
pana w 'recepcji' What is it?! A on z uśmiechem mi wytłumaczył że
6 pracowni artystycznych otwartych dla ludzi, żeby mogli jak by
bardziej wczuć się w sztukę. I co? I Udało Im się!
Potem dotarliśmy do sklepu z
wypchanymi zwierzętami na
sprzedaż (WEB,MAP) gdzie oprócz wypchanego jelenia, niedźwiedzia, żyrafy albo pająka, można było kupić też łopatkę, albo sekator za 80 euro. Podrodze znaleźliśmy Izraelski sklep z ogórkami kiszonymi tzn, ogórki były też, a tak naprawde sklep swietny i asortyment powala! Co do zwierzęcego sklepu, generalnie fajny, ale ma zakaz robienia zdjęć, czyli jest nie pro Malinowy, więc no mam pewien niedosyt, Na pewno warto w wolnej chwili zajrzeć i obejrzeć skunksa, kangura albo lwa, bo asortyment mają dość szeroki.
sprzedaż (WEB,MAP) gdzie oprócz wypchanego jelenia, niedźwiedzia, żyrafy albo pająka, można było kupić też łopatkę, albo sekator za 80 euro. Podrodze znaleźliśmy Izraelski sklep z ogórkami kiszonymi tzn, ogórki były też, a tak naprawde sklep swietny i asortyment powala! Co do zwierzęcego sklepu, generalnie fajny, ale ma zakaz robienia zdjęć, czyli jest nie pro Malinowy, więc no mam pewien niedosyt, Na pewno warto w wolnej chwili zajrzeć i obejrzeć skunksa, kangura albo lwa, bo asortyment mają dość szeroki.
Po tym dość długim dniu wróciłem czym prędzej do mej Residence troszkę pobiegałem obejrzałem finał LM no i chyba powoli czas spać :)
ale nazajutrz..
ale nazajutrz..
Nazajutrz było muzeum historii naturalnej (MAP, WEB), a dokładnie Galeria Ewolucji i dinozaury!
Decyzja o wyjściu była dość szybka i po sprawnym
wydastanięciu się z Residence koło 12 byliśmy już
na miejscu. W kawiarence uraczyliśmy się kawką bo jednak tak skoro
świt zwiedzać bez kawy to ciężko. Posileni i podładowani
rozpoczęliśmy kolejną podróż w czasie. Tym razem nieco dalej bo
do zamierzchłych czasów dinozaurów, aż do nowożytności.
Początek wystawy moim zdaniem jest
iście taki sobie no i generalnie atrakcja chyba jest dla nieco
młodszej części turystów. Parę gipsowych odlewów kilka filmików
symulacji porównanie serca człowieka i jakiegoś dinozaura, jajka
etc. W sumie spoko ale no nic nie urywa..
Decyzja o wyjściu była dość szybka i po sprawnym
wydastanięciu się z Residence koło 12 byliśmy już
na miejscu. W kawiarence uraczyliśmy się kawką bo jednak tak skoro
świt zwiedzać bez kawy to ciężko. Posileni i podładowani
rozpoczęliśmy kolejną podróż w czasie. Tym razem nieco dalej bo
do zamierzchłych czasów dinozaurów, aż do nowożytności.
Początek wystawy moim zdaniem jest
iście taki sobie no i generalnie atrakcja chyba jest dla nieco
młodszej części turystów. Parę gipsowych odlewów kilka filmików
symulacji porównanie serca człowieka i jakiegoś dinozaura, jajka
etc. W sumie spoko ale no nic nie urywa..
Kolejna sala uderzyła ogromny
podwieszanym szkieletem który już bardziej przemówił do
wewnętrznego Malinowego dziecka. Dalej kolejne szkielety mnóstwo
figur ryb i rybo podobnych stworzonek, kilkadziesiąt słoi z
formaliną a w nich jakieś przedziwne morskie stwory co było
jeszcze bardziej ciekawe ale najfajniejsze moim zdaniem okazało się
pietro kolejne które było piętrem odsłoniętym i gdzie była
wystawiona ścieżka zwierząt, raczej egzotycznych (foto). Choć
całe muzeum na mnie nie zrobiło takiego wrażenia jak genialnie
podświetlana hala owego skupiska dla turystów. Sufit i ściany co
chwile podświetlane w inny sposób naprawdę roiły przeogromne
wrażenie a że sama konstrukcja budynku nie należała do młodych i
była z nitowanych stalowych starych belek co jednoznacznie kojarzy
się z.. tak, Steampunkiem co jak wiadomo dodatkowo przekonało mnie
do swoich walorów.

Po zwiedzaniu szybkie różyczkowe lody
i do domu!
W telegraficznym skrócie tak wyglądał
ten weekend:)












