Tak jak pisałem, o Polsce też wypada
coś napisać.
Ostatnio aż 3 tygodnie spędziłem w
ojczystym kraju co nie powiem mi służy.
Wszytko mi zleciało jak mgnienie oka,
ale i tak warto było. Z lotniska odebrał mnie szaci szaciowozem.
Wszytko poszło gładko i tak jak powinno, sobota wieczór byłem już
w domu i objadałem się pysznościami. Święta zleciały jeszcze
szybciej z racji Chrzcin mojej najnowszej bratanicy Hanny, straszna
kulka, ale przefajna :)
Śmigus dyngus był rzucany bo jak
wszyscy pamiętamy było pełno śniegu, ale mimo to do Parkoszowic
dojechałem i to marjanowozem. Parkoszowice zasypane nawet bardziej
ale sałatka i drożdżowiec cioci były tego warte!
Potem w zawierciowie trochę
poszaleliśmy u szaciego z asortymentem schłodzonym w chłodziarko
zamrażalce marki fiat model czinkłoczento, gdzie chyba pierwszy raz
w życiu Sąsiedzi dzwonili żeby było ciszej, więc stwierdziliśmy
ze chyba jednak przesadzamy:) no ale okazja była to i trza było.
Potem odbyło się parę dobrych rozmów
trochę wspominek trochę planów jak zwykle po powrocie i pojechałem
do chrześniaka w odległe warszawskie regiony.
Chrześniak nie ma co, rośnie szybciej
niż bym mógł się spodziewać, a że widzę go raz na rok, mniej
więcej, to tym bardziej zauważam jak rośnie. Będą z niego
ludzie, charakterek ma, a i wyobraźni i humoru mu nie brak, jest
git!
Po powrocie z wawy pozostały mi dwa
tygodnie, które spędziłem pomiędzy jazdą do Krakowa by
pozałatwiać wsio na AGH co zresztą się nie udało tak jak bym
chciał i sprawy są ciągle w toku, dentystą (straciłem pierwszego
zęba..) , a spotkaniami z oczywistymi znajomymi jak i z tymi z
którymi nie rozmawiałem rok albo dłużej, tutaj dzięki za
odwiedziny Marcina. No i w szczególności wielkie dzięki za piwko
dla Pana Grzybka, fajnie było się spotkać i pogadać po takim
czasie. Pod sam koniec jeszcze wydziałówka na której było
ciasno:P ale fajnie było się zobaczyć z wszystkimi tymi
wspaniałymi gópkami:D
A nazajutrz po niej, niespodziewany,
ale bardzo dobry obiad w D10, rozmowa, ławka i w ogóle.. no.
We will see.
:)
Dwa dni potem byłem w samolocie do
Paris skąd tez teraz pisze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz