Są trzy rzeczy które chciałbym
opisać z zaległości: Bordeaux, powrót do Polski i powrót do
Paris.
Dziś może napisze tyko o tej
pierwszej, mianowicie wycieczce do elektrowni w Blayee.
It was awsooom!:D
..i tutaj mógłbym skończyć ale ja
raczej gaduła jestem więc nie skończę.
Cała wyprawa była zorganizowana przez
uczelnie i trzeba im przyznać, była zorganizowana lepiej niż
wyśmienicie. A zaczęło się tak..
Dostałem swój pierwszy w życiu bilet
na TGV i.. powiem wam, że ja jako śmiertelnik zwykle jeżdżący
PKP relacji Kraków-Zawiercie w okresie Bożenarodzeniowym nie mogłem
wyjść z podziwu. Zaczynając od tego że cichutko, czyściutko,
wygodnie i pachnąco, a ceny w barowym nie zabijają, kończąc na
tym że 600 km w 3h .. jest fajne. Żeby nie było tak pięknie i
żeby Polacy nie czuli się obco TGV miało opóźnienia aż 40 min,
więc generalnie lipa, ale chyba im to wybaczę bo z powrotem byliśmy
idealnie na czas.
Po wyjściu z dworca w Bordeaux czekał
na nas przemiły Pan kierowca z autobusem którym jechaliśmy tylko
my i nic w tym dziwnego by nie było gdyby nie fakt iż było nas
może z 8 a autobus był na osób 30 no ale.. mi pasowało.
Od razu pojechaliśmy do elektrowni, na
wstępne wykłady i zajęcia na symulatorach.
Zaczęliśmy rzecz jasna od lunchu,
który jak zwykle był całkiem spoko. Następnie jakieś 4 h wykładu
i 4 h symulatora w skali 1:1 identycznego jak kontrol room stojącej
obok elektrowni. Możecie sobie wyobrazić uciesz Malina ^^ *.* :D a
dotego nasz instruktor był prześwietny i dużo można się byo
nauczyć i po naciskać guziczków a to już w ogóle pełna radość.
Zmęczeni pojechaliśmy do hotelu,
którym okazał się, nie ukrywam, że ku mojemu zdziwieniu, mały
Pałacyk. Nie mogłem uwierzyć, ale tak, dzisiaj śpimy w pałacu.
Powiedziałem DOBRA jakoś to zniese :) i wszedłem. Jak weszliśmy
do środka przywitano nas iście rodzinnie, a kolacja była tak
wyśmienita, że mogłaby iść w konkury z kuchnią mojej Mamy a kto
wie o czym mówię to wie że takich słów na wiatr na rzucam! To
taka Moja Mum kitchen wersja śródziemnomorska. :)) Po kolacji która
trwała 2-3 h (był moment że nie wiedziałem którymi sztućcami
powinienem to zjeść, nie sądziłem ze doczekam takiej chwili!)
poszliśmy spać bo generalnie dzień był bardzo meczący.
Na dzień następny zaś, wróciliśmy
do elektrowni i to był dopiero bajer. Razem z dwójką przewodników
weszliśmy na teren elektrowni i byliśmy wszędzie gidze się tylko
dało. I tu kolejna rzecz o której zawsze marzyłem i nie sadziłem
że jakoś realnie szybko uda mi się zrobić -widziałem reaktor w
działającej elektrowni! I to tak.. no blisko no ! Niesamowite
wrażenie jak przechodzi się przez te wszystkie procedury
bezpieczeństwa po raz pierwszy, przebiera się w kostium do badania
ufo, (biały kombinezon ^^) potem przechodzi się jeszcze raz
sprawdzanie skażenia i przez oooooogromne żelazne drzwi do
zbiornika reaktora. A tam on jeden by zasilać wszystkie 3 generatory
pary, Jeden by grzać chłodziwo . Jeden by wszystko połączyć i
napędzić Reaktor:) SUPER! No czułem się jak w książce bo do
tej pory uczyliśmy się tylko teoretycznie że to wygląda tak a to
tak a tu widzieliśmy wszystko jak to wygląda naprawdę nie na
kartce ze przeźroczu.
Potem do hotelu koktajl z inżynierami
pogadanka para fajnych frykasów drinków i spać bo na nazajutrz
musieliśmy już wracac do Paris. I dobrze bo dwa dni później byłem
już w samolocie do Ojczyzny o czym napisze jak najszybciej ale to
może już nie dziś.
Wszytko ładnie pięknie a jednak mogło
by być inaczej . No ale zobaczymy co to życie przyniesie!
Do potem!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz