Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znajomi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znajomi. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 sierpnia 2013

Rocznicowo jupiii

Dziś albo wczoraj jest rocznica mojego/ naszego przyjazdu do Paryża. Wypadało by ten rok jakoś podsumować ponieważ był to jeden z bardziej zakręconych Roków w moim życiu. Żeby być dokładnym to chyba drugi w kolejności.

W ciągu tego roku wydążyło się tak wiele że nie mam zamiaru tego pisać zresztą kto czyta to wie a kto zemną gadał to wie bardziej.  Jednakże.. J Czy bilans jest na +? Nie wiem to się okaże w roku przyszłym bo dopiero wtedy zobaczymy konsekwencje obecnego.

Poznałem tutaj mnóstwu wspaniałych osób.  Co do innych upewniłem/przekonałem się że zawsze mogę na nich liczyć zawsze i wszędzie. A z jeszcze innymi, mimo że dotychczas niestety, wirtualnie zacieśniłem znajomości. Szkoły jeszcze nie skończyłem ale jestem na dobrej drodze. Zdobyłem mała pasje zwaną „robić zdjęcia wszędzie i zawsze” jak i parę niezapomnianych wspomnień! No i zacząłem biegać troszku!

Ale są i minusy. Z paroma osobami straciłem kontakt, głównie przez wyjazd.. Parokrotnie było naprawdę ciężko i stresująco. Przegapiłem parę ważnych wydarzeń w Polsce na których powinienem/chciałbym być. Ale generalnie nie jest tak źle i jak pisałem zobaczymy co przyniesie jutro!

Czy jeśli mógłbym wybierać teraz czy podjąłbym ta samą decyzje przyjeździe tutaj?
Tego nie wiem i jeszcze długo nie będę wiedział bo bilans +/- wydaje się być na + ale nie ilośc a waga wydarzeń się liczy so we will see..

Właśnie powróciłem z rocznicowego winka i postanowiłem dopisać to i dodac pare fotek żeby rozłaowac poważną atmosfere. I Spotkanie było pełne pesymizmu :P ale mimo to bardzo pozytywne J Dzięki!

P.S. Pola marsowe są bardzo fajne ale ilość afrofrancuzów pragnących uszczęśliwić nas poprzez sprzedanie nam alkohol albo Malboro jest zatrważająca… Ma SA KRA z nimi…

Poniżej sekwańska mewa, ulubione meijsce nad rzeczką, ujecie ejfela z marsowych, którs z pałaców z wiednia, jakas stacja metra z podpisami sławnych ludzi w paryzu (Maria Skłodowska Curie też jest), Paryski kasztan j grafiti na folii.  A powyżej  udane zdjęcie ajfela :)







piątek, 23 sierpnia 2013

Nigdy nie wiadomo z której strony i czym życie cie przypierniczy! może rogatką?

Tak wiec. Byłem w Polsce celem wynajęcia mieszkania, załatwienia spraw uczelnianych i spotkania się ze znajomymi. Wszystkie z powyższych spraw udały się w 90% wiec nie jest źle.
Mieszkanie się podpisze z początkiem września. Na uczelni spotkałem się tylko z jednym Profesorem ale rzeczowa rozmowa była wiec ok.  Znajomi.. do tych których nie udało mi się spotkać albo spotkałem się za mało/krótko albo coś.. musicie mi wybaczyć, odbijemy za miesiąc może.. 

Z polski powrót nie był łatwy. Gdyż ponieważ Ja Marjan i Szaci wybraliśmy się na Eurotrip VOL I. Zaw-Wien-Mönichkirchen-Paris a potem oni Bruksela-Zaw razem z moim Staffem z Paris.

Krótko o podróży. Stwierdzenie tankujemy przed granica polsko-czeską skończyło się tym ze nie było stacji przed granica nigdzie i byliśmy zmuszeni wydać pieniądze w Czechach co się średnio opłacało.. Jazda przez Czechy darmowymi drogami skończyła się betonowa zaporą napisami po czesku pośrodku niczego. Sami spostrzegliśmy że miejscowi jakoś tak skręcaja w uliczkę oznaczoną jako ślepa, jedziemy za nimi a tam Rogatka. Objazd przez prywatną posesje płatny 20 koron czeskich. Wszystko ładnie pięknie ale nikt z nas nie wpadł na pomysł że w Czechach może być nam potrzebna czeska waluta.. Na szczęście upolowałem panią na spacerzez psem i poratowała nas 20 koronami nawet nei chciała nic w zamian a proponowałem 2 euro! Na dodatek mówiła po angielsku wiec git! Za to pani na stacji przed granica Czesko Austryjacka nei mówiła po angielsku ale na szczęście Polski i Czeski jest jaki jest! Więcej umiem z czeskiego niż z francuskiego chyba :P Jakos zakupiłem winietke na 10 dni do Austrii za 10 euro (nauczeni że rogatki grasują woleliśmy nie ryzykować kolejnej w kraju gdzie nie mówią po czesku albo popolsku). Do Wiednia dojechaliśmy po jakiś 6 h jazdy.


..CZECHY..











Koleżanka Justyna ugościła nas jak należy DZIĘKI!J i oprowadziła w tempie ekspresowym po Wiedniu. Znaleźliśmy tak tanie sushi że aż podejrzane, ale było ok. Moje osobiste spostrzeżenia, nie jedź do Wiednia jak jest zimno, w lecie jest przesuper w zimę.. nie do końca J aczkolwiek podtrzymuje że piękne miasto i ultra czyste w porównaniu do Paris.









Następnie pojechaliśmy do Mönichkirchen gdzie ugościła nas Agata z Flo za co jeszcze raz dziekuuuujeee! Ale podłodze zahaczyliśmy o Burg Liechtenstein na którego wejście bilet kosztował średnio 7 euro, zamek fajny ale w środku mega mały i nie warto było no ale bywa. Z daleka prezentuje sie naprawde fajnie i mrocznie nawet a obok jest dom spokojnej starości chyba ^^ Z zamku pojechalismy zwiedzić zjeść coś ad jeziorko do Ruster bucht. Miejscówka fajna ale znów płatne wejście 4 euro od osoby. Chyba sie troszkę odzwyczaiłem od płacenia za atrakcje turystyczne i to boli.. Po dojechaniu do Mönichkirchen ogarnięciu się napiłem Si najlepszego piwa pszenicznego jakie piłem z butelki Gösser pszeniczny wymiata dosłownie wymiata konkurencje ! Dzień następny po kawce wyruszyliśmy na spacerek w góry doszliśmy do 1500 m z hakiem i w momencie kiedy nasze zapasy wody zaczęły maleć w oczach podjęliśmy decyzje wracamy, trza by było coś zjeść! Podróże widoki przecudne, kto widział fotki to wie!  Wieczorkiem spacer po mięście potem drugi spacer kawka długo wyczekiwana acz za krótka rozmowa z Koleżanką i wieczór. Ale przed wieczorem jeszcze krótka konwersacja na temat samochodów wakacji czasu i nie tylko która nastroiła mnie w genialny humor na wieczór! A wieczorem  poznaliśmy tamtejsza polonie trochę obyczajów :P i Jägermeister. W skrócie Austriacką beherovke  ale zarąbista sprawa !












Banany są dobre!

 No ale kiedyś trza było wyruszać i tak tez zrobiliśmy. Podróż do Paryża przez austriackie tunele Zakorkowane Niemieckie autostrady I w cholerę drogie Francuskie autostrady zajeła nam jakieś 15 h i po powrocie generalnie padliśmy spać.

W Paryżu Marjan i Szaci zwiedzali co sie dało, podczas gdy ja pisze magisterkę i naprawdę nic więcej tylko mgr!! Dzisiaj zapakowaliśmy auto po dach i pojechali do Brukseli gdzie już są w dobrych rekach Sabinki ja niestety nie mogłem bo MGR ale co sie odwlecze.. J jak zwykle.


Ps. W Paryżu jest kilka statuł wolności jedna z nich jest na środku Sekwany niedaleko wieży Eiffla na usypanym deptaku ! fajne miejsce na spacer generalnie.
Pod Notre Dame..
Pełnia luwr i malin



Niemcy

wtorek, 2 lipca 2013

Vino Muzyka Śpiew i Naleśniki!

Pod takim hasłem spędziłem ostatnie weekendy
Fête de la musique to chyba najbardziej wyczepista impreza o zabarwieniu studenckim w Paryżu o jełkiej wiedziałem i było mi dane w niej uczestniczyć.
Noc Kupały, pogańskie sobótki i inne takie to wyrażenia kojarzące się jednoznacznie z data 21 czerwca, od teraz w moim algorytmie skojarzeń na stałe zagości jeszcze jedno, Fete de la musique-Paris. Szedłem/szliśmy zasadniczo z jednego końca centrum na drugi zahaczając o drobne koncerty, występy co ciekawszych grajków czy po prostu ludzi siedzących i śpiewających bo tak, i nie mogłem się nadziwić że wszyscy świetnie i synchronicznie się bawią a do tego piją alkohol i nikt nie ma im tego za złe jak na krakowskich juwenaliach (bo impreza jest porównywalna tylko że 4 razy większa, albo więcej.. nie ważne). Zauważywszy ten fakt również zaopatrzyliśmy się w staff (vinko), żeby nie wyszło że się nie solidaryzujemy z naszymi Paryskimi gospodarzami i przez to obrażamy ich kulturę i tradycje. Tak więc chodząc od mostu do mostku i koncertu na koncert musieliśmy zacząć szukać sklepu bo pragnienie rosło odwrotnie proporcjonalnie do ilości otwartych sklepów. Naszczepcie znaleźliśmy jakiś, zakupiliśmy co trzeba, a w międzyczasie ja zostałem posądzony o bycie raz, Niemcem, raz Szwedem, raz Duńczykiem ja nie wiem czy ze mną czy z nimi jest cos nie tak.. ale nic to.. Użyliśmy Rekinkowego otwieracza i znaleźliśmy wygodną ławkę. Po chwili usłyszeliśmy jakiś kolejny koncert godzina koło 3:00 am, poszliśmy za uchem i znaleźliśmy koło kebaba rozłożony zespół rockowy grający Cowery metallicy, ścieżkę dźwiękową z supernaturali i inne takie, czego słuchało się po prostu zajebiście po całej nocy zabawy rozmów i śpiewów wszelakich, a słuchanie to umilał tylko fakt, że odbywało się ono siedząc na krawężniku co dla meni osobiście jest alegorią wolności od.. zawsze, kto jeździł na koncerty to wie!
Następnie udaliśmy się nad rzeczkę gidze pewien Pan postanowił przepłynąć ową rzeczkę co mu się udało, ale rozentuzjazmowany tłom dopingował go rzucając w niego butelkami jako kołami ratunkowymi. Dziwny sposób, no ale taka widocznie tradycja..
O 6:00 byliśmy już w łóżkach ale tylko na chwile!







 


 

 












Chocian zaczął się od wyjątkowo dobrej kawy, Dzień następny był ciężki i odbył się pod znakiem pizzy w doborowym towarzystwie zakupu wiatraka od pana który zaś myślał że jesteśmy ze Szwecji.. zwiedzanie zamku z rogami łosia(wiem że to nie łoś:P) i grze o tron jak to na sobotnie popołudnie przystało. Dzień baardzo udany, baardzo meczący, i baaardzo długi zważywszy ze spało się może 4 h no ale takie życie :)

A już tak całkiem ostatnio to postanowiliśmy lekko odpuścić i zafundować sobie tylko piknik. Ale przed piknikiem robionym przez nas (po raz kolejny na paris jazz festival), odbył się jeszcze jeden w Orsay.

 

 











W tym roku, z tego co wiem, miał miejsce pierwszy piknik studentów/stażystów centrum badawczego w Orsay gdzie to też mam przyjemność odbywać staż. May skromny Pilniczek z mnuuustwem jedzenie i bardzo dobrymi kiełbaskami, ludźmi jak zwykle z całego świata którzy mają jedną wspólną cechę, kręci ich fizyka! Więc, wbrew pozorom, nudno nie było. Np. widziałem grill z wyjściem LPT1 ! Tak jak do starej drukarki! Nie udało się nam rozpracować po co ono tam jest, więc piknik trza powtórzyć, ale są pewne pomysły. Wytłumaczyłem różnice pomiedzy „na zdrowie” a „na zdrowja” i takie tam. Bardzo udane piątkowe popołudnie.

W sobotę sprzątanie, zakupy i CS zakończony pieczeniem naleśników na niedziele do 1:00 am i skypową impreza Paris-Grabowa, gdzie wzniesione zostały toasty na odległość 1600 km. Chyba mój najdłuższy toast ever! Dzięki za to!! Fajnie że ktoś tam sobie o mnie przypomniał i zadzwonił, naprawdę miło mi się zrobiło!!!

No ale wracając do naszego pikniku. W niedziele poszliśmy do Chateau de vincenns zwiedziliśmy go w trybie ekspresowym, zamek, a raczej łazienkę bo w sumie to był punkt główny tej wycieczki do zamku..potrzeba wyższa. Potem 20 min w kolejce żeby wejść do parku no i jesteśmy! Znaleźliśmy miejscówkę i rozpoczęło się jedzenie naleśników i innego wina w rytmach Jazzu baardozo udana sprawa tym bardziej ze chwile przed tym załapaliśmy się na końcówkę zlotu czegoś jak by rajd paris-pekin gdzie było dużo starych autek.. a jak wszyscy wiedzą malin lubi. No i tez nowe np. jak adventador.. jeeejku.. przezajebisty! I tyle!
Po całym dniu smażenia się w cieniu z naleśnikami doszło do spontanicznego spotkania, i spontanicznych krakersów więc.. jeszcze lepiej niż fajnie!


Zobaczymy co przyniosą kolejne weekendy, miesiące i koszyki truskawek których jadam na potęgę! :) uśmiechać się!