wtorek, 28 maja 2013

Pracowity Weekend


Kolejny dzień i jak to na nowy dzień rano nie wiedziałem co spotka meni dziś a spotkało mnie wiele całkiem przyjemnych/dziwnych rzeczy..? tak w sumie to rzeczy.

Dzień zaczął się pięknie mianowicie od „we own the night”  10 km Bieg kobiet zorganizowany przez Nike. Zostałem poproszony coby supportować jedną z uczestniczek i w sumie nieświadomy co może meni tam spotkać zgodziłem się. Już jadać na miejsce, w metrze zauważyłem pierwsze wysportowane, obciśle ubrane, zakładam, panny i oczywiście naturalnym instynktem stadno/samczym poszedłem  (bo było dość daleko) za nimi i nie myląc się odnalazłem miejsce startu. Na miejscu czekało na mnie około 3000 panien rozgrzewających się do biegu co tylko wywołał u meni jeszcze większy uśmiech, bo ten pojawił się już w metrze. Mój aparat zaczął się męczyć od ilości zdjęć. Nie bez problemu odnalazłem koleżankę, która mnie w to wszystko wplątała, parę fotek łyk powarejda i na start. Na starcie trwał już masowy aerobik rozgrzewający dla uczestniczek. Generalnie powiem wam, że kolejny raz cytując klasyków, ale tym razem z USA „it was awsome”. No, ale bieg się zaczął, poszedłem na trasę, parę fotek, na mete, pierwsza uczestniczka 10 km koło 36 min, tak że ładnie, też pyknąłem parę fotek no i na zasłużony odpoczynek/posiłek z koleżanką, banany, powerejdy, ciastka, suszone owoce poszły w ruch, a my odpoczywaliśmy na krawężniku otoczeni feromonami nadal Pięknych panien. W skrócie, warto było wstać!


Posileni udaliśmy się na nietypowe zwiedzanie Paryża. Na pierwszy ogień poszedł Hôtel de Sens (WIKI, MAP). Miejsce dość standardowe jak na to miasto. Mały zameczek wybudowany gdzieś w XV w. później przebudowywany itd. ale co fajne! Jest w nim wkomponowana kula armatnia podajże z okresu jakiejś ichniejszej rewolucji (WIKI) , że ja osobiście lobię takie smaczki stwierdziłem, że fajnie jest to zobaczyć bo od tak jak nie wiesz tego to nie zauważysz. Coś jak z kamienica pod pająkiem w Krakowie, mało kto wie i zwrócił uwagę, a historia i pomysł całkiem godny uwagi, ale to na inny temat.



Kolejnym pkt. wyprawy miał być sklep z pułapkamitrutkami na gryzonie (MAP, WEB). Tak też się stało. Tylko że po drodze zaliczyliśmy kościół z weedowymi drzwiami targ za ratuszem, MaCa, sklep muzyczny i parę innych pierdół. W końcu kolejny raz nie bez przeszkód dotarliśmy do sklepu. Co prawda był lunch break ale w środku to w sumie mało co fajnego jest. Witryna ma całkiem oryginalne podejście do klienta i mówi coś w stylu: robimy to od lat, kochamy to co robimy, i robimy to dobrze, zabijamy na śmierć. Czy coś w ten deseń, zresztą.. widać na zdjęciach, reklama 100% !!


Dalszym pkt był zaś sklep z wypchanymi zwierzętami i spreparowanymi insektami do kupienia. (jeleń 3500 euro :D ) Po drodze oczywiście nie mogło obyć się bez przygód. Nie świadomi tego co nas zaraz spotka zwróciliśmy uwagę na kamienice pokryta konstrukcja z coś jakby kolorowych rękawiczek. Pomyślałem że to pewnie jakiś dom kultury i maja jakiś ewent o jedności czy coś. No i się okazało że czy coś..!! wchodząc nie bylem pewny gdzie wchodzę, bo oczywiście zdecydowałem się sprawdzić podejrzanie fajne miejsce. Przekraczając próg idzie się po dywanie z centówek. Podłoga jest wysypana pieniądzmi, centówkami, co już pomijać malunki na ścianach dziwną muzykę dobiegająca z oddali i kontrastującego z całością, dobrze ubranego Pana przy wejściu, wydało mi się dziwne i podejrzanie super! Z nieprzesadzoną niepewnością weszliśmy na pierwsze piętro odprowadzeni uśmiechem pana w 'recepcji', jeszcze bardziej podejrzane. Otworzyłem pierwsze drzwi i zobaczyłem warkocz jak mniemam wibratorów w kształcie wieży eifla, a obok skarbonkę z wrzutnikiem na pieniądze w okolicy kobiecego łona podpisaną coś jak by zbieramy na kurtyzany czy coś tak. Mówię ok, no sztuka to sztuka, ale z każdym kolejny zakrętem, za każdą kolejną ścianą jestes jeszcze bardziej ciekawy co zobaczysz i czym tym razem się zaskoczysz. To miejsce po prostu powala swoim klimatem, którego ja nie jestem wstanie w żaden sposób oddać słowami, a co dopiero opisać. Już na drugim pietrze poważnie zastanawialiśmy się czy wchodząc wyżej jesteśmy bezpieczni, muzyka narastała a samej góry na wędce byłą spuszczona „reklama” 'na piętrze znajdują się cukierki'. Było to conajmniej psychodeliczne, genialne, zagranie i po tym stwierdziłem, że jak są cukierki to trza iść. I tak zwiedziliśmy to moim zdaniem najwspanialsze Paryskie miejsce, lekko przerażeni, ale tylko nie pewnością tego co będzie za rogiem, niż czymś faktycznym. Ta sztuka zadziałała na mnie naprawdę! Jak chyba jeszcze żadna malowana jaką widziałem, co potwierdza fakt że miejsce i sposób ekspozycji ma znaczenie!! wychodząc zapytałem pana w 'recepcji' What is it?! A on z uśmiechem mi wytłumaczył że 6 pracowni artystycznych otwartych dla ludzi, żeby mogli jak by bardziej wczuć się w sztukę. I co? I Udało Im się!

Potem dotarliśmy do sklepu z wypchanymi zwierzętami na
sprzedaż (WEB,MAP) gdzie oprócz wypchanego jelenia, niedźwiedzia, żyrafy albo pająka, można było kupić też łopatkę, albo sekator za 80 euro. Podrodze znaleźliśmy Izraelski sklep z ogórkami kiszonymi tzn, ogórki były też, a tak naprawde sklep swietny i asortyment powala! Co do zwierzęcego sklepu, generalnie fajny, ale ma zakaz robienia zdjęć, czyli jest nie pro Malinowy, więc no mam pewien niedosyt, Na pewno warto w wolnej chwili zajrzeć i obejrzeć skunksa, kangura albo lwa, bo asortyment mają dość szeroki.
Po tym dość długim dniu wróciłem czym prędzej do mej Residence troszkę pobiegałem obejrzałem finał LM no i chyba powoli czas spać :)
ale nazajutrz..























Nazajutrz było muzeum historii naturalnej (MAP, WEB), a dokładnie Galeria Ewolucji i dinozaury!
Decyzja o wyjściu była dość szybka i po sprawnym
wydastanięciu się z Residence koło 12 byliśmy już na miejscu. W kawiarence uraczyliśmy się kawką bo jednak tak skoro świt zwiedzać bez kawy to ciężko. Posileni i podładowani rozpoczęliśmy kolejną podróż w czasie. Tym razem nieco dalej bo do zamierzchłych czasów dinozaurów, aż do nowożytności.

Początek wystawy moim zdaniem jest iście taki sobie no i generalnie atrakcja chyba jest dla nieco młodszej części turystów. Parę gipsowych odlewów kilka filmików symulacji porównanie serca człowieka i jakiegoś dinozaura, jajka etc. W sumie spoko ale no nic nie urywa..

Kolejna sala uderzyła ogromny podwieszanym szkieletem który już bardziej przemówił do wewnętrznego Malinowego dziecka. Dalej kolejne szkielety mnóstwo figur ryb i rybo podobnych stworzonek, kilkadziesiąt słoi z formaliną a w nich jakieś przedziwne morskie stwory co było jeszcze bardziej ciekawe ale najfajniejsze moim zdaniem okazało się pietro kolejne które było piętrem odsłoniętym i gdzie była wystawiona ścieżka zwierząt, raczej egzotycznych (foto). Choć całe muzeum na mnie nie zrobiło takiego wrażenia jak genialnie podświetlana hala owego skupiska dla turystów. Sufit i ściany co chwile podświetlane w inny sposób naprawdę roiły przeogromne wrażenie a że sama konstrukcja budynku nie należała do młodych i była z nitowanych stalowych starych belek co jednoznacznie kojarzy się z.. tak, Steampunkiem co jak wiadomo dodatkowo przekonało mnie do swoich walorów.

Po zwiedzaniu szybkie różyczkowe lody i do domu!

W telegraficznym skrócie tak wyglądał ten weekend:)







niedziela, 26 maja 2013

Arts et Métiers

Niedziela rano, kolejny dzień gdzie postanowiliśmy coś zobaczyć. Tym razem Ja stwierdziłem idziemy do czegoś niestandardowego. No i kto mnie zna nie zdziwi się że dzień wcześniej po wpisaniu w google Paris steampunk pierwsze linki musiałem odwiedzić okazały się naszym przeznaczeniem na niedziele, a co w nich było..


 












Stempunk 'owa stacja metra Métro Arts et Métiers (WIKI, MAP) Przemalinowa stacja ma trybiki jest pseudo miedziana a zamiast reklam ma okrągłe „okna” z podświetlanymi stmatycznymi makietami surrealistycznych latających lodzi mechanicznych mostów itp. Jak dla mnei to poneikad się solidaryzowałem ze śpiącym tam bezdomnym bo tak fajna ze mógłbym mieć tak w domu, zresztą prawie jak moja półka z centralnego w pokoju lecz i w tym przypadku prawie robi nie małą różnice.
 
Kolejna rzecz, może nie bardziej interesująca z mojego punktu widzenia ale na pewno bardziej turystyczna to tytułowe Muzeum nauki i techniki Arts et Métiers (WEB, MAP, WIKI). Miejsce jak wiele w Paryżu wręcz magiczne a szczególnie dla młodego inżyniera i amatorskiego fascynata trybików kabelków i innego tego typu stuff'u. Po wjechaniu na 2 piętro, ponieważ zaczyna się zwiedzanie od 2 pietra a następnie schodzi się w dół (to już świadczy że jest to przemyślane i jakiś inżynier maczał w tym palce), natrafiliśmy na film w 3D i całkiem interesującą ekspozycje dawnych przyrządów do liczenia rysowania ważenia obserwowania, globusów jak i zegarów, generalnie wiek eksponatu ma dość szerokie spectrum ale no są to raczej rzeczy nowożytne mnie rzuciły się w oczy przyrządy do obliczeń Newtona.

Dalej na naszej drodze stanęły nam moim zdaniem destylarki zostawione we Francji przez starożytnych polaków, a tak naprawdę to nie wiem co to, nie przełamałem się żeby wnikliwie przebadać tabliczkę obok, uznałem ze moje domysły mi wystarczą. Jak widać na zdjęciach na pewno daleko prawdy nie byłem!

Następnie przebrnęliśmy przez rożnego rodzaju zegary instrumenty przędzalnie prasy drukarskie i naprawdę wszelkiego rodzaju urządzania do wszystkiego, no i oczywiście przesiledziliśmy ich ewolucje na przełomie wieków. Bardzo fajna sprawa i naprawdę jest co oglądać! W końcu doszliśmy do działu Energii! No i tu było już w ogóle całkiem fajnie. Model elektrowni jądrowej z podświetlanymi częściami ^^ panele słoneczne i wiatraki młyńskie, interaktywne prądnice, przekrój przez rozwój produkcji energii jak i jej pożytkowania, np. jak zmieniały się żarówki przez lata. Dla mnie oczywiście ta część muzeum wydała się najciekawsza, ale to gównie z racji, że no można powiedźcie na temat szeroko pojętej Energi trochę się słyszało tu i tam.
Kolejną rzeczą która na nas czekała były maszyny latające, pociągi, samochody, rowery i szeroko pojęty transport. Mi z racji zapędów Steampunkowych podobał się w szczególności, jak ja go nazwałem stealth z papieru ^^ no i atrakcja końcowa czyli kościół, który został zaadoptowany na hangar starych aeroplanów/automobili z zacięciem, Steampunku! Bardzo klimatyczne miejsce i każdego fana tej subkultury, zchęcam do odwiedzania tej cześć wystawy.
 No i tak minęła nam Niedziela z zacięciem Steampunku.