czwartek, 27 lutego 2014

Pierwsza i ostatnia notka w lutym 2014 roku

Miały być dwie osobne notki a będzie jedna. Czemu? Bo Malin cierpi na permanętny brak czasu z powodu kurwiliona rzeczy, które: ma, powinien, musi, chce zrobić bądź robi. Tym oto krótkim wstępem sprostowującym rozpoczynam pierwsza i ostatnia notkę w lutym 2014 roku.

Jest godzina.. po 23. 26 lutego dwatysiaceczternastego roku. Siedzę i chciałem czytać kolejny artykuł o helu i jego właściwościach w odniesieniu do zastosowań w wysoko temperaturowych modułowych reaktorach jądrowych. Jednak zmęczenie oczu jest tak duże, sprawność z jaką wiedza ta była by przyswajana, a raczej jej brak nie pozwoliła mi tego kontynuować.  Postanowiłem wiec napisać coś co miałem napisać już od daaawien dawna.

„Malin jest mądrzejszy o kolejny rok głupoty”

Mateusz Malin Malicki

Tym razem jest to już okragły 25 rok, a miał on miejsce dokładnie miesiąc temu.. tyle zwlekałem z ta wiadomością, świadomie? Podświadomie? Nie wiem. I chyba nikt się nie dowie. Bo jak? Skoro ja nie wiem :>. Z tego zakurzonego i skromnego miejsca chciałem podziękować wszyyystkim! Dosłownie wszystkim których poznałem w ciągu tego roku, a jak wiemy działo się dużo i poznało się mnuustwo ludzi. Wszystkim którzy naruszyli moja przestrzeń przez cale te 25 lat.  Wszystkim którzy pomimo wielu problemów, mojej ortografii, mojej składni, niekonsekwencji i wszędobylskiego nierozgarnięcia w wielu kwestiach byli sa i pewnie będą gdzieś obok pomagali malinowi kształtować świat wedle jego uznania !! W szczególności jestem wdzięczny skromnej grupce przyjaciół którzy byli na jeszcze skromniejszym przyjęciu  i za prezenty, ciepłe słowa, WOREK CEBULI *.*! i FILM!! Jest niesamowity i naprawdę najlepszy na świecie! Wiem że wiele osób chciało się do niego przyłączyć, a ostatecznie się nie udało szkoda ale to zrozumiałe że obowiązki czasami nie pozwalają na tak niewątpliwe przyjemności jak wymyślenie historyjki dla malina :D. Każda z wypowiedzi była perfekcyjnie zajebista, a zaskoczyły mnie chyba najbardziej zdjęcia archiwalne, koń Rafał i filmy z zagranicyJ :*!

Imprezka sama w sobie chyba się udała. Myślę, że każdy zgodzi się, że gwoździem programu stał się: Oktofikoł (Katarzyna W. Blażej Malin) :D Cały czas mam go zamrożonego ^^ .

Przypomnienie redakcji: jajecznica z cebulą i łososiem nie może być dobra jak doda się do niej Camembert.

No ale starczy już o tych przyjemnościach. Teraz trza pisac o reszcie przyjemności. W tym miesiącu zaś udało mi się spotkać arcy interesujące osoby. Obserwować gwiazdy w pokoju. Nie wyspać się od mrozu i jeszcze parę ciekawych rzeczy mi się udało,  ale nie o tym.

Odwiedziłem Pari! Spędziłem z szanowna koleżanką S. Tydzień w pięknym brudnym mieście. Moim głównym celem było spotkanie się z ludźmi, jak zwykle, no i się udało ! Może nie ze wszystkimi bo co poniektórzy się chowali w sklepie przed moją skromną osobą :P ale większość „zaliczyłem”. I wiecie co? Dzięki tym ludziom Paryż zawsze będzie mi się dobrze kojarzył i wywoływał uśmiech. Nie ajfle notredamy czy inne lówry. To jest naprawdę tak mało istotne a ludzie maja takie ciśnienie żeby akurat Tam być, że zaczynam się zastanawiać nad tym fenomenem chyba jakiegoś ciśnienia na swojego rodzaju Fejm? Czy coś. Whatever..

Celem Koleżanki S. było oczywiście głównie zwiedzanie! No i gitara bo pare miejsc sobie z chęcią przypomniałem, Musse d’orsay *.* (tylko zegar:P ), pare niestety musiałem sobie przypomnieć Luwr L ( tłumy), a w niektórych i ja byłem po raz pierwszy np. szczyt Notre Dame! Naprawdę zajebisty widok J.













No i to tak pokrótce co i jak. Dodatkowo w miedzy czasie jeszcze odbyłem mnóstwo rozmów egzystencjonalno moralnych zahaczających o refleksje życiowe, ale to mało interesujący temat na pisanie. A w szczególności jak robi się to pół przytomnym od zmęczenia z taką skłądnią gdzie trywialne problemy stają się trudne do zrozumienia i wymagają od czytelnika nieco wysilenia się i co najważniejsze  znajomości specyfiki autora. Nie wiem czy ktoś spostrzegł, ale to co ja pisze w miare ok czyta się tylko osobie, która nawykła do tego „stylu” albo mnie troche zna. Jak nie zna to ma prze.. problemy.. J (niektórzy może pamiętają historie pierwszego zacnie zajebistego przecinka na moim pierwszym blogu)..

Poniżej fotki po tym jak sie nad nimi poznęcałem :) Zauważyłem, że zaleznie od tego przy jakiej muzyce obrabiam fotki taki mają one wydźwiek :) dzisiaj był to zespół Dubska. 




















niedziela, 19 stycznia 2014

Narty, Yerba i grzańce !

Co to się nie działo J

Góry, narty, grzaniec, nocne gitarowanie i mnóstwo ciekawych ludzi. Czyli cudownie spędzony weekend z wydziałem!

W tym roku Malin postanowił spróbować wszystkiego, a jeśli nie wszystkiego to większości wszystkiego, zaczęło się od nart. W życiu nie miałem ich na nogach to był mój totalnie pierwszy raz i musze przyznać, że nie jest to łatwe, ale idzie ogarnąć. Skutkiem moich dwudniowych prób było mnóstwo siniaków i fakt, że „spadłem” parę razy z górki wraz z nartami, bo zjazdem tego nazwać nie można.. :D

Jest progres i to się liczy, na pewno spróbuje doszlifować mój warsztat jak tylko spadnie śnieg, a że to może być dopiero za rok to kto wie. Postanowiłem tez spróbować pożeglować i tym sposobem wybieram się na żagle, kiedy gdzie i z kim nie jest powiedziane ale jak tylko coś się wyklaruje w tej naturze to na pewno się pochwale.

Co do nart. W ramach odpoczynku od śpiewów i „zjazdów”.. wybraliśmy się na zamek w Niedzicy. Bardzo ładny zameczek, warto go zobaczyć mimo, iż widoczność była taka sobie, żeby nie powiedzieć kiepska, widoki były naprawdę przyjemne dla oka i dobrze było sobie przypomnieć za co kocha się góry.  Niestety/stety w ostatni dzień naszego pobytu tam, zaczął padać śnieg, taki prawdziwy z nieba i nie to, że prószyć, tylko padać ! Był to naprawdę fajny widok zobaczyć w tym roku padający śnieg! Co prawda śnieg ten został przywiany prze wiatr, który zmasakrował namiot pod którym biesiadowaliśmy dzień wcześniej co widać na obrazku.. Naprawdę musiało nieźle wiać w nocy.. w życiu nie widziałem żeby taki namiot tak wywróciło zło i niedobro..

Z rzeczy innych zdobyłem nowy telefon.. niestety większy, ale ebooki czyta się wygodniej J jak zwykle „+/- to jedyne co widzę” niektóre teksty sś nieśmiertelne tak i ten zawsze i wszędzie pasuje.

Z ćwiczonkami bida.. pogoda smog i natłok pracy połączonych ze spotkaniami wszelakimi nie pozwala mi znaleźć odpowiedniej ilości czasu na to wszystko i mam tzw deficyt. Ale. Znalazłem na niego sposób. Co prawda doraźny bo nie wydłuża doby jako takiej, ale pozwala zachować trzeźwość umysłu wtedy kiedy to potrzebne i niweluje potrzebę jedzenia co daje dodatkowe parę ładnych min w ciągu dnia. Mianowicie

Yerba Mate. Tak świetna sprawa, że aż się dziwie czemu tego wcześniej nie spróbowałem. Smakuje jak bagno z fajkami, jej przygotowanie wymaga pewnego wysiłku, a picia jest za mało bo szybko się kończy jak ktoś ma taki spust jak ja. (yhh może sa ultra wielkie tykwy?:> ) Mimo tych wszystkich minusów potwierdzam jej działanie, utrzymuje przy życiu dłużej niż kawa, nie ma negatywnych skutków zamulenia, które występują po kawie i zmniejsza łaknienie. Czyli nie żresz tyle co zwykle przed kompem. Jestem w stanie pokusić się o teorie, która mówi ze Yerba mate połączona z Yoga ‘ą może  być naprawdę dobrym sposobem na przeżycie życia dla obecnego pokolenia skomputeryzowanych cyber dzieci, których to chyba tez jestem przedstawicielem. Ponieważ jeśli siedzi się przed komputerem prawie cały czas, który spędza się w domu to i dupa rośnie i kręgosłup się meczy i z koncentracją jest różnie. A jak by tak Yoga i Yerba ? to może coś by z tego było. Musze spróbować połączyć yerebe z Yogą. Niedługo kończę  Aerobiczną 6 Weidera wiec będzie okazja spróbować innych ćwiczeń.


No to pokrótce tak to wygląda.

PS Yerba i Kawa naraz to jest hardcore.. chyba nie polecam.. :)


















czwartek, 9 stycznia 2014

Poświąteczne noworoczne pisu pisu.


W te święta tzn od wigilii do nowego roku wydarzyło się tyle że od powrotu z pari to chyba najbardziej zwariowany okres. Oczywiście pozytywnie choć rozterki są, ale jak to mówią, każde doświadczenie daje ci naukę wiec należy z niej skorzystać.

Wigilia jak zwykle u mnie git, cała rodzinka piękna choinka cudnie przepyszny obiad i prezenty. Dostałem wymarzone skarpetki^^ i przepiękną pościel idealnie pasująca do mojego czerwonego pokoju. Przed wigilią byłem z wizytą u mojego chrześniaka Maxa za warszawą i to było tak:
Zaczęło się od szybkiego pakowania jeszcze szybszego obiadu we dwoje i  biegu już we troje na pociąg ostatkiem chwil zdążyliśmy na pociąg lecz niestety nie udało się zakupić oscypka grillowanego jak było w planie.. wsiedliśmy do pociągu i znów w dwójkę ale w innym ustawieniu niż obiad pojechałem do warszawy a nawet za. Maxowi prezent się myślę spodobał. Chłopak rośnie, że hej wiec nic tylko się cieszyć. Wujostwo u którego spałem ugościło mnie jak zwykle wyśmienicie i  również jak zwykle spróbowałem nowych regionalnych b. dobrych piw tak wiec git!

Potem szybko na wigilie która jak już pisałem biła super.  Następnie już chyba tradycyjne spotkanie 26 grudnia u Szackiego gdzie poznałem filipa naszego najmłodszego ziomka ( junior lenkowo kubowy) Słodzik a ślini się jak nie wiem :D

Kolejne dwa dni w domu mnóstwo sms i długich rozmów u rodziny i z rodzina i dalej w drogę. Tym razem do Praszki. Moje drogie Harcerki a raczej Harcerka Kasia zaprosiła mnie na Mini wesele w postaci 18 swojego kuzyna. Było super, wytańczyłem się objadłem, jadłem najlepszy żurek świata ugotowany przez mamę Kasi. Lecz nie to było największa atrakcją. POZNAŁEM PRASZKE piękne miale miasteczko J na prawdę warto przyjechaćJ co prawda jak w większości polskich miast nic nie ma. Ale mają urokliwy rynek malutki którego mi zawsze w Zawierciu brakowało.
Powróciłem do domu znów dwa dni obijania i na sylwestra. Sylwestra spędziłem w pięknym i doborowym towarzystwie. Piękne towarzysko nie chciało zemną się napić champagne no ale jakoś to wybacze.. Sylwester na Rydla okazał się bardzo przyjemną alternatywa dla rynku i innych pomysłów pyszniutkie jedzenie starzy i nowi znajomi piękne kobiety i pitny miód to to co malin kocha i oddychać tym wręcz może.. ahh..  Po sylwestrze długie rozmowy uśmiechy i tak nadszedł nowy rok.

W tym tez to roku nie stało się jeszcze zadumo ale może stać się więcej niż się spodziewamy wiec podejdźmy do niego z nadzieją dystansem i pozytywnym nastawieniem, że ludzie to mendy ale fajne mendy i trzeba im pomagać i się od nich uczyć nawet jeśli czasami nauki będą w postaci błędów na których uczymy się poprzez ból. Tak to poetycko ująłem, a co!


PS parę fotek z poparyżowego przyjęcia w parko. Zdjęcie kominka z którym chyba więcej niż jedna osoba ma dobre wspomnienia. Mam nadzieje że każdy z tam zebranych kiedykolwiek!