wtorek, 22 stycznia 2013

Po świętach



Moje przerwy w pisaniu są coraz dłuższe co wynika tylko z tego iż ostatnimi czasy życie w paryskim okręgu sprowadzało się tylko do egzaminów i wiecznej nauki.
W drodze na autobus Paris- Kraków
Po wyjeździe z Paryża

Już w polsce
:)




Ale.. Jeżeli nagiąć by tematykę mojego jakże zacnego bloga to odwiedziłem Polskę, Was, Ciebie i ich Spędziłem jak zwykle kilka miłych wieczorów wśród procentów, kobiet w ciąży opłatków, krewetek  przeterminowanych o 3 miesiące smażonych na żubrach o 1 w nocy , kilka ciekawych rozmów tez było, lecz niestety nie ze wszystkimi udało się spotkać, czemu nei?  bo nie.. so nie to nie:D innym razem.
Powrót do polski rozpoczął się i zakończył jazdą busem 22h paris-Kraków, gdzie nie spałem bo miałem ujowe siedzenie po czym czekałem na pociąg do zaw w galerii jakieś 3 h.. w sumie to na autobus bo pociągi nie jeżdżą, wiec jeszcze dodatkowo 2 h w autobusie i jak przyszedłem tak zasnąłem i obudziłem się 14 h później..  Ostatnie dwie części z galerią i krk busem były jak najbardziej pozytywne bo już w wyborowym towarzystwieJ wiec na to nie narzekamJ Nawet Pan w autobusie przyjął w zamiana za złotówki euro bo mi brakło złotówek, wiec pzdro dla Pana.
Wspomniane krewetki żubr szaci sabina i marjan pozakadrem.



Podróż powrotna była nieco lepsza, lepsza miejscówka, tylko 18 h w autobusie i chyba psychicznie też wypoczęty, wiec na to też nie narzekam no chyba że pożegnania. Choć przecież to tylko do zobaczenia, a nie żegnam so.. też ok.
6:00 Wiedeńska kawiarenka
to niżej też



W tzw. miedzy czasie odwiedziłem stanowczo najpiękniejsze miasto po Wrocławiu jakie było dane mi oglądaćJ Wiedeń zajebisty. Spędziłem w nim jeden i to bardzo zimny dzień. Przemarzliśmy z Natalką tak że tylko ona może opisać jak:> ale z nie łatwo przychodzącymi uśmiechami na twarzach ponieważ i chłód i zmęczenie dawały w kość udaliśmy się pociągiem do ASPAGN a stamtąd do Mönichkirchen w Alpach wiedeńskich. Kolejny raz Zajebiste !:D



Tam ugoszczeni przez przewspaniałych ludzi patrz koleżankę ze studiów  wraz z rodzicami babcią i Panem Fransem spędziliśmy miły acz spokojny wieczór w restauracji na stoku z której było widać mnóstwo fajerwerków z podnóża gór co wyglądało.. One more time Zajebiście:D Zjedliśmy kolacje przyrządzona przez mistrza kuchni, dania mocno tradycyjne jaki modernistyczne. Jako znawca jedzenia powiem.. MEGA !  Poznaliśmy tam kilku ciekawych ludzi, jak to zwykle bywa lekka potańcówka, integracja co poniektórych z Austriacką częścią przyjęcia,  ale dość szybko zmożeni wcześniej wspomnianym chłodem i zmęczeniem udaliśmy  się na spoczynek.







Kolejnego dnia mały spacer wzdłuż stoku, pyszny domowy obiad i popołudniu koncert tamtejszego folkloru i tu uwaga.. jeden koleś naprawdę wymiatał miał mikrofon z gałęzi czy jakiś rogów i w ogóle odjechany  był. Po koncertach władze miejscowości powitały zagranicznych gość i Polaków wyróżnili na miejscu pierwszym, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Po wyczytaniu wszystkich sponsorów rozpoczęły się naprawdę bardzo fajne sztuczne ognie kilka ostatnich widziałem pierwszy raz w życiu, też zajebiste. Potem  na grzane winko, następnie do pokoju z papugami:> na niczym nieskalane radosne marnotrawienie czasu poprzez  popychanie pierdół przy czekoladzie i herbatce. Zasadniczo  następnego dnia już o 8 byliśmy w autobusie powrotnym do Katowic.


Z tego miejsca chciałbym wyróżnić Natalke:P za dzielne dawanie sobie rady z mrozem i przeciwnościami losuJ
I podziękować raz jeszcze gospodarzą.

Teraz mam dłuższa przerwę od egzaminów to może coś ruszy, a i goście do mnie is coming so.. się będzie działoJ

niedziela, 16 grudnia 2012

Takie tam po tygodniach








Zaś długo nie pisałem bo co.. bo sesja niestety a i problemy wynikłe z czasu rozłąki odległości i reszty teko podobnych rzeczy dały mi popalić. Pisze wiec teraz.
Oprócz nauki szaleństwa zakupów przedświątecznych wyczekiwania na powrót do domu to w sumie nic się nie dzieje.

Udało mi się iść do chińskiej restauracji z chińczykeim (gadał po chińsku z obsługą:D^^) gdzie piłem chińskie piwo, musze powiedzieć ze jest takie se.. ale faktycznie było z chinJ. Dałem się nabrać ze jem oko ryby, wielkiej ryby i że to czarne zostało wyjęte tylko po to żeby ludzie się nie brzydziliJ tak naprawdę to było liczi:]. Nauczyłem się jako tako posługiwać pałeczkami.. choć może to zadużo powiedziane. No ale coś tam nimi zjadłem, a na koniec dostałem chiński kalendarz.

W paryżu był pierwszy śnieg!! Co spowodowało mały paraliż busów i musiałem naginać na nogach pod góre na uczelnie, przy czym wielokrotnie pytałem sie nawzajem z tristanem czemu my teraz nie idziemy na piwo.. ale wysżło na to że podążamy za tłumem:D.
Hindusi pierwszy raz w życiu widzieli śnieg, ale mimo to całkeim nieźle walczyli w bitwie na śnieżki:D

Badaliśmy wytrzymałość betonu co go robiliśmy jak pewnie pamietacie w tych śmiesznych strojach i wibratorem dla konia:D badanie sprowadzało sie do zepsucia betonu co można było przewidzieć a skutki na zdjęciu:)
Na uczelni był świąteczny LUNCH co przejawia sie tym że wszytko kosztuje 2.30 euro + winko, i jest mega dobre i wyrafinowane podobno. Jak dla meni to było całkiem nie złe ale to nie to samo co kotlet mamy:)

Z innych ciekawych rzeczy. Paryż wieczorem/nocą jest prześliczny. Słowo prześliczny jest idealne, idziesz i widzisz magie, oczywiście menelstwo i brud tez jest ale szczególnie przed świetami to wszystko jakoś jest przyćmiewane tymi światełkami tymi parami pijącymi grzane wino ehh.. naprawde jak tak człowiek przystanie biegnąc z jednej stacji na druga to poważnie żałuje że nie ma gokoś bliskiego przy sobie (michał się nie liczy), żeby tak po prostu pobyć. No ale to może po prostu tesknota mnie zżera od środka a może po prostu.. 
Nie ważne.
Kilka pocztówek wysłałem to pewnie ktoś z was i dostałJ jak się odczytaliście co pisałem to gratuluje :D
Jak ktoś chce pocztówkę niech napisze adres w komJ kilka jeszcze wyśle na pewno.

Myśle że już do zobaczeniaJ choć coś jeszcze może szrajbne potemJ

Wasz.. Malin:D

P.S.
Jadłem kasztany!!
DOBRE:) ale więcej niż 5 to ciężko zjeść bo dość zapychające są. 

poniedziałek, 12 listopada 2012

Pigalle




Ostatnimi czasy udało mi się nabyć mały wzmacniacz co bym mógł ćwiczyć gitarowanie. Kupiłem go po atrakcyjnej cenie i w sposób zupełnie zwyczajny wiec nie ma o czym mówić, ale.. ale jak poszedłem kupić kostki do gitary odkryłem zupełnie inny świat.

                Wysiadam na stacji metra Pigalle (WIKI , MAP), wychodzę a tam przede mną żaden wielki plac jak to sobie wyobrażałem i wyobraża większość społeczeństwa, tylko mała fontanna na tle Całkiem pokaźnie wyglądającego night clubu co już samo w sobie wzbudziło moje pierwsze podejrzenia. Idziemy dalej w poszukiwaniu sklepu z gitarami co by kupić wspomniane kostki. Wszedłem do pierwszego, jak się później okazało stanowczo nie ostatniego, napotkanego sklepu i ochoczo zapytałem „du jus pik inglisz?” a woodstockowo wyglądający sprzedawca przebijając się przez bardzo ciężką acz melodyjną muzykę, która snuła się gdzieś w tle, powiedział: „yea sure!”. So grat pomyślałem i kupiłem 3 kostki w cenie 0.5 Euro/szt. Odpowiedź „yea sure!” była drugą rzecz która mnie zastanowiła że to chyba jakiś inny paryż.  Wyszliśmy, ale zamiast wrócić do metra stwierdziłem a zobaczę co jest za rogiem. Decyzje tę podjąłem w sumie po trzeciej rzeczy która zaintrygowała mnie w tej części miasta, mianowicie naprzeciwko tego sklepu był kolejny przyjemnie czerwono wyglądający pub z wymalowanymi na oknach paniami :D  

 Za rogiem moim oczom ukazała się jedna chyba z najfajniejszych i najbardziej zakręconych mimo tego że jest prosta ulic w Paryżu. Śmiało mogę stwierdzić że co drugi sklep na tej ulicy był sklepem Gitarowym, ale z równie dużym przekonaniem mogę stwierdzić, że drugi co drugi „sklep” był czymś w rodzaju puboklubu, tudzież czegoś podobnego(wnioskuje po podobnych do wspomnianych wcześniej malunkach, czerwonych neonach itp). Ulica iście magiczna a na domiar wspaniałego na końcu ulicy jest Muzeum erotyki :D które definitywnie jest kropką na i na tej ulicy.
Tak to odkryłem nowy ciekawy zakątek Paryża.
Świątecznie przystrojony bar







Metro station

T
amto czerwone w tle z tego zo przyuważyłem zwie sietsexodrome



tamto czerwone w tle z tego zo przyuważyłem zwie sietsexodrome

środa, 7 listopada 2012

Halloweenowe laborki

Ostatni długi weekend przeleciał pod znakiem remontów kolei podmiejsceki, wizyty gościa z polski i halloween, albo jak kto woli zaduszków/zaduszek, nie wiem która forma jest poprawna.
Ja i moje dzieło:)
Dynia w bałaganie

W czwartek zaopatrzyłem się w blender, zrobiłem krem z dyni wydrążyłem dynie, a Olga przyrządziła palce wiedźmy, placuszki dyniowe i tak powstało skromne Polish Halloween party. 
Z mojej strony największym wyczynem i zarazem debiutem było przyrządzenie kremu z dyni. Dzięki kilku przepisom, a w szczególności Sabinowemu przepisowi z zeszłego roku, udało mi się na oko, zrobić całkiem podobno dobry krem i chyba z racji tego, że blender został już kupiony, będę przyrządzał różnorakie rzeczy tego typu częściej. Posiedzieliśmy trochę niektórzy niestety musieli zmyć się wcześniej, ale ogólnie bardzo pozytywny wieczór. Dowiedziałem się co to Wstęga Möbiusa, pierwszy raz poczułem się głupi słuchając kawałów i niestety nadal nie umiem rozpuszczać czekolady:/
Od lewej: Ja, Olga, Filip, Grzesiek 

W niedziele postanowiłem zwiedzić pobliski park. Jest większy niż myślałem i stanowczo motywuje do biegania. Ogromny piękny zielony ze stawami i fontannami. Full wypas. I sprzedają, jak wszędzie zresztą, naleśniki z nutellą:D



Poniedziałek okazał się zaskakująco bardzo interesującym dniem:
Mieliśmy pierwsze na tych studiach labolatoria i tutaj uwaga: Z produkcji Betonu, tak, uczyli nas jak wymieszać cement, piasek, żwir i zrobić beton. Fakt, że było to może trochę bardziej dokładne i skomplikowane niż „u taty w garażu” ale nadal.. robiłem beton :D zrobiliśmy dwa rodzaje jeden dość gesty nazwany normall concrete, a drugi jakiś advanced,  wyjątkowo rzadki, ale z jakimiś utwardzaczami i podobno po 28 dniach jest zajebisty. Mamy tam wrócić za 4 tyg. i będziemy badać różnice wytrzymałościowe zrobionych przez nas próbek na wszelakie sposoby.
Ja w fancy ciuszkach z wibratorem:>:D
Urządzenie do badania jakości betonu świerzego
Tak wyglądają nasze próbki

Z ciekawych rzeczy :

-do tworzenia próbek żeby konsystencja było homogeniczna używaliśmy wibratora jak na zdjęciu; 

-każdy dostał pełen strój ochronny  + rękawice żeby się nie pobrudzić.

Z racji tego ze tym razem nie miałem posiłku za free.. musieliśmy znaleźć jakieś jedzenie.
Udało się znaleźć chińczyka, Patrzymy 10.50 za open bar so.. idziemy:

Wchodzimy a tam miła chinka nas wita i prowadzi do stolika, już wyczuwam ze coś jest nie tak, ale..  siadamy, ona coś tam po francusku szprecha na szczęście był z nami jeden francusko gadający kolega to tam z nią ugadał co i jak. Wzięliśmy talerze  i ruszyliśmy w kierunku lad z jedzeniem. Powiem wam że w życiu nie jadłem tak dobrego chińczyka. Sajgonki, ryże, mięsa, krewetki, grzybki, popróbowałem wszystkiego, a dojadłem lodami na koniec i wszystko było wyśmienite. Tym samym muszę zmienić zdanie o chińskiej kuchni, Jest Pro.  Jedynie coś co przypominało gołąbki, a w środku miało jakiś makaron kiełki i krewetki było takie se, ale jak polałem dobrym sosem z czegoś tam było ok :D

Przebiegle wziąłem opakowanie po pałeczkach gdzie były chińskie znaczki mówię ”sprawdzę czy nasz grupowy chińczyk to przeczyta”, daje mu to i pytam” a co tu pisze:>” a on mi na to „do wszystkich rodzajów potraw” , nie wiem czy to prawda ale  na tyle na ile podłapałem chińskiego coś w tym jest :D

Bardzo fajna szkoła elektryków:)
To tak w skrócie ostatnie dni:) 

niedziela, 28 października 2012

Dwa miesiące za mną



Miniony tydzień był  jak zresztą każdy dość zwariowany. 

Na początek udałem się do mojej opiekunki we Francji w celu dopytanie się o sprawy ubezpieczeniowe itd. Po jakiś 15 min czekania zszedł do nas, bo byłem z Michałem, Znajomy nam pan i zapytał czy mówimy po francusku już, kiedy jednogłośnie stwierdziliśmy „not yet” stwierdził ze nasza opiekunka jest bardzo zajęta i on nam wszystko wytłumaczy, morał z tego taki,  że nasza opiekunka może nie umieć angielskiego, niestety:/  Załatwiliśmy co mieliśmy załatwić i wróciliśmy do nauki na środowy egzamin.

Mini autobusy na 10 ludzi:)

Nie wiem czy to polska ekipa robiła, ale na bardzo ruchliwym skrzyżowaniu już chyba 3 tydzień stoi znak przyfastrygowany taśmą i dwoma zaciskami:)

Akademik jaki mam to mam ale kosiarkę mają wypaśną. rozkłada sie i składa jak mysliwce ze star wars:D


W środe napisaliśmy egzamin Z Basic Nuclear Physics wsio by było ok ale wydaje mi się że albo ja jestem bardzo nieogarnięty albo w tych zadaniach były nieścisłości. Tak czy siak napisałem i nawet mam wrażenie ze powinienem zdać. Tym razem czasu było aż nadto.

W tak zwanym międzyczasie dostałem maila przytoczę fragment:

Hello,
I am Jesus, and apparently I am with you in the group for the thermohydraulics course

Tak że mogę śmiało mówić że w mojej drużynie jest Jezus.
Weekend spędziłem wyjątkowo przyjemnie, głównie na szeroko pojętej alkoholizacji z duża dawką śmiechu, kart, włoskiej kuchni, polskiej wódki,  francuskiego ciasta i życzliwego uśmiechu. 

Dzięki!

p.s.
Olga potrafi wyśmienicie gotować nawet kiedy Filip jej przeszkadza  podżerając ¾ składników :D!


 Ale nikt tak nie nauczy grać Michała w Remika jak Filip :)
Przez przypadek odkryłem że mój internet jest podłączony taką kostką. WIE KTOŚ CO TO!?