Otrzymałem legitymacje studencką i inne papierki świadczące o tym, że oficjalnie
studiuje we Francji. Główny plus tego jest taki, że jak miałbym kontrole
ochrony w metrze, albo policji, czy coś, to jak im pokaże to to szybciej mnie
puszczą niż jak bym pokazał polski dowód, przynajmniej tak nam powiedziano pół
żartem półserio.
Po rejestracji wyruszyliśmy po lodówkę do sąsiedniej miejscowości. Idziemy i idziemy i chodnik się skończył.
Została się tylko czerwona droga. Ja wiedziałem
ze to, że jest czerwona nie wróży nic
dobrego, ale Michał stwierdził „nieee
spoko”. Na szczęście później spostrzegliśmy ze da się iść jakoś z boku tylko
trza się przesmyknąć za bariery ochronne
(bo to jakaś droga szybkiego ruchu była). Po tym jak zeszliśmy z
czerwonej drogi zobaczyliśmy jak zapiernicz po niej Autobus i to w cale nie
wolno, wiec mieliśmy szczęście, a ja znów miałem
racje:D
No, ale po jakiś 20 min doszliśmy do sklepu o wdzięcznej
nazwie BUT. Sklep był zamknięty rolety zasłonięte bo lunch Time so.. we
waiting. Jak już otworzyli szybko znaleźliśmy w sklepie najtańsza lodówkę firmy
AYA za 99 E. Pan który nam ja sprzedawał nie mówił po ang
ale rozumia,ł wiec poposzło gładko. Dostaliśmy świstek i kazał udać się nam do
kasy. W kasie nikt nie mówił ani trochę po ang.
Pani w kasie bardzo miła i uśmiechnięta, zadzwoniła do biura i przez
głośno mówiący rozmawialiśmy z kimś kto mówi trochę po ang. Zapytał czy mamy swój transport czy nie. Stwierdziliśmy
ze mamy i damy se rade. No i z uśmiecham
na twarzy poszliśmy do magazynu. Po dłuższej chwili dostaliśmy upragnioną lodówkę.
Tym razem poszliśmy już na przystanek autobusowy linii tvm i tym sposobem do transportowaliśmy
lodówkę za 99 E do naszej Residence.
Potem małe zakupy w intermarche i w sumie tak minął dzień.
Dzisiaj mieliśmy jechać do Wersalu ,ale pogoda nas
powstrzymała. Pochmurno i pada wiec siedzimy w akademiku i oswajamy się z
miejsce.
Popołudniu pojechaliśmy na wcześniej umówione spotkanie do
banku. Tam okazało się ze jednak nie możemy założyć konta w tym oddziale i
musimy jechać do miejscowości obok. Ze zwątpieniem na twarzach pojechaliśmy i
po 15 minutach marszu od stacji RER znaleźliśmy
nasz BANK.
Mówili tam po angielsku a pani która jest jakby naszym
konsultantem jest wyjątkowo urodziwa. Wszystko poszło sprawnie i gładko. Stanowczo
ten odział spisał się na 5+ jak by się dało jakieś oceny im wystawić to z
chęcią bym ich wychwalił bo było nie jak we fr, zorganizowanie bez problemowo
no po prostu nareszcie tak jak być powinno. Niestety trzeba dodać ze był to
nasz czwarty odział który odwiedziliśmy i dopiero w tym się udało coś wskórać.
Ciekawostki:
Jeden z moich kolegów z roku zapytał mnie czy w Polsce są,,
lub byli wikingowie i był bardzo zdziwiony
ze Polska jest taka duża i jest tak blisko Francji
Co dziennie będę przejeżdżał przed stacje Rer B czyli
podmiejskiego pociąga linii B, o roboczej nazwie la becon (nazwa francuska nie
do przeczytania dla mnie kojarzy mi się tylko z bekonem)
A świadkowie Jehowy chyba wszędzie wyglądają tak samo.
No wyrabiasz się widzę! Bardzo fajny post, fajne zdjęcia (gratuluję lodówki i tego co do niej upolowaliście)! Czekam na więcej :) :*
OdpowiedzUsuńA gdzie trzy kilo cebuli?!
OdpowiedzUsuńKupowanie staffu do akademika chyba wszędzie wygląda tak samo ;) Co krok to zasadzka :D
OdpowiedzUsuńJa uważam, że wikingowie w Polsce są. Mam takiego jednego gościa na roku, no wiking jak nic.
OdpowiedzUsuń