wtorek, 11 września 2012

Kolejne dwa dni minęły

Z pomocą Dyrekcji udało sie nam zarejestrować na ParisSud

         Otrzymałem legitymacje studencką  i inne papierki świadczące o tym, że oficjalnie studiuje we Francji. Główny plus tego jest taki, że jak miałbym kontrole ochrony w metrze, albo policji, czy coś, to jak im pokaże to to szybciej mnie puszczą niż jak bym pokazał polski dowód, przynajmniej tak nam powiedziano pół żartem półserio.
         Po rejestracji wyruszyliśmy po lodówkę do sąsiedniej miejscowości.  Idziemy i idziemy i chodnik się skończył. Została się tylko czerwona droga.  Ja wiedziałem ze to, że  jest czerwona nie wróży nic dobrego, ale  Michał stwierdził „nieee spoko”. Na szczęście później spostrzegliśmy ze da się iść jakoś z boku tylko trza się przesmyknąć za bariery ochronne  (bo to jakaś droga szybkiego ruchu była). Po tym jak zeszliśmy z czerwonej drogi zobaczyliśmy jak zapiernicz po niej Autobus i to w cale nie wolno, wiec mieliśmy szczęście, a ja znów miałem racje:D
No, ale po jakiś 20 min doszliśmy do sklepu o wdzięcznej nazwie BUT. Sklep był zamknięty rolety zasłonięte bo lunch Time so.. we waiting. Jak już otworzyli szybko znaleźliśmy w sklepie najtańsza lodówkę firmy AYA  za 99 E.  Pan który nam ja sprzedawał nie mówił po ang ale rozumia,ł wiec poposzło gładko. Dostaliśmy świstek i kazał udać się nam do kasy. W kasie nikt nie mówił ani trochę po ang.  Pani w kasie bardzo miła i uśmiechnięta, zadzwoniła do biura i przez głośno mówiący rozmawialiśmy z kimś kto mówi trochę po ang.  Zapytał czy mamy swój transport czy nie. Stwierdziliśmy ze mamy i damy se rade.  No i z uśmiecham na twarzy poszliśmy do magazynu. Po dłuższej chwili dostaliśmy upragnioną lodówkę. Tym razem poszliśmy już na przystanek autobusowy linii tvm i tym sposobem do transportowaliśmy lodówkę za 99 E do naszej Residence.
Potem małe zakupy w intermarche i w sumie tak minął dzień.

          Dzisiaj mieliśmy jechać do Wersalu ,ale pogoda nas powstrzymała. Pochmurno i pada wiec siedzimy w akademiku i oswajamy się z miejsce.
Popołudniu pojechaliśmy na wcześniej umówione spotkanie do banku. Tam okazało się ze jednak nie możemy założyć konta w tym oddziale i musimy jechać do miejscowości obok. Ze zwątpieniem na twarzach pojechaliśmy i po 15 minutach marszu od stacji RER znaleźliśmy  nasz BANK.
Mówili tam po angielsku a pani która jest jakby naszym konsultantem jest wyjątkowo urodziwa. Wszystko poszło sprawnie i gładko. Stanowczo ten odział spisał się na 5+ jak by się dało jakieś oceny im wystawić to z chęcią bym ich wychwalił bo było nie jak we fr, zorganizowanie bez problemowo no po prostu nareszcie tak jak być powinno. Niestety trzeba dodać ze był to nasz czwarty odział który odwiedziliśmy i dopiero w tym się udało coś wskórać.





Ciekawostki:

Jeden z moich kolegów z roku zapytał mnie czy w Polsce są,, lub byli  wikingowie  i był bardzo zdziwiony ze Polska jest taka duża i jest tak blisko Francji

Co dziennie będę przejeżdżał przed stacje Rer B czyli podmiejskiego pociąga linii B, o roboczej nazwie la becon (nazwa francuska nie do przeczytania dla mnie kojarzy mi się tylko z bekonem)

A świadkowie Jehowy chyba wszędzie wyglądają tak samo.

4 komentarze:

  1. No wyrabiasz się widzę! Bardzo fajny post, fajne zdjęcia (gratuluję lodówki i tego co do niej upolowaliście)! Czekam na więcej :) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupowanie staffu do akademika chyba wszędzie wygląda tak samo ;) Co krok to zasadzka :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja uważam, że wikingowie w Polsce są. Mam takiego jednego gościa na roku, no wiking jak nic.

    OdpowiedzUsuń