czwartek, 4 lipca 2013

Bieganie, bo tak.

Od całkiem niedawna bo od początku maja zacząłem tudzież nad wyraz można stwierdzić że powróciłem dobiegania. Minęły już 2 miesiące, wiec stwierdziłem, że może opisze moją przygodę z bieganiem jak to idzie a raczej biegnie
W samym bieganiu filozofii nie ma, idę do parku robię kółeczka i inne wzorki na mapkach endomondo i jest wynik. Jeśli chodzi o dystanse i średnie prędkości to staram się je zwiększać choć ostatnio dobiłem do średniej ponad 11km/h, która w zupełności mnie zadowala, teraz tylko utrzymać tempo ze zwiększaniem dystansu. Zacząłem od 5-7 km i zwiększając o 1-2 dobiłem do 15 km i na tym dystansie postanowiłem trochę zostać ponieważ kolana stwierdziły że to nie najlepszy pomysł i musiałem trochę odpuścić..
Zaobserwowałem ze 2 treningi na tydzień są lepsze niż 3, i że trzeba jeść a tak już w ogóle poza konkurencjom jest miód. Miód jest dobry!
No, ale do moich kolan i niedawnej małej kontuzji przyczyniły się buty, którymi była najtańsze buty z decatholnu jakie tylko można znaleźć. Te buty były ok żeby sprawdzić czy się wkręcę w bieganie i żeby nie wydawać mnóstwa pieniędzy na zachciankę. Jak już się wkręciłem stanowczo przestały wystarczać.. Odciski wspomniane stawy i inne nieciekawe rzeczy, wiec zacząłem się rozglądać za butami. No i tu zaczyna się cała osobna historia. Nie miałem pojęcia jak skomplikowane w swej prostocie może być kupowanie butów do biegania. Pomijając rodzaj stopy, wagę biegacza, dystans i częstotliwość biegania, powierzchnie dominująca po jakiej biegamy, sam dobór rozmiaru mnie zniszczył i w życiu bym nie kupił sobie dobrych butów bez pomocy pana w sklepie. No way!
Znalazłem dwa sklepy w których były moje upragnione New balancy w paris. Udałem się do jednego, coś jakby decathlon tylko inny, super market dla sportowców. Przymierzałem chyba z godzinę różne buty w tym moje upatrzone N-ki, ale nic mi nie leżało. Na zajutrz poszedłem z Michałem do innego, znalezionego na drugim końcu miasta ‘sportowego’. Wchodzimy, a tam mały sklepik z tylko jednym sprzedawca.

Podchodzimy do półki z butami, a koleś podchodzi do nas.
Pyta po francusku czego nam trzeba a my ze lepiej będzie jak się dogadamy po angielsku.
Zaczyna gadać po angielsku, a my zaczynamy go rozumieć i tak się zaczęło.

Generalnie wyjaśnił mi że te buty co sobie upatrzyłem są nie dla mnie bo: jestem za ciężki, za dużo/często biegam jak na nie i zakup ich nie jest dobrym pomysłem. Polecił mi buty Mizuno, w życiu o nich nie słyszałem, ale jak japońska firma to nie może być zła wiec spróbowałem. Akurat miał model przeceniony o 30 euro bo kolory z zeszłorocznej kolekcji były wiec czemu nie. Wkładam na nogi zawiązuje no i pasują!! Nr 44 , idealnie, obniżka i pasują, no git! Przeszedłem się itd.

A Pan się mnie pyta jak tam. Ja mówię ze no chyba dobrze jak dla mnie są ok, ale ja się nie znam. Mogę dotknąć buta? Zapytał. Ja na to że oczywiście. Wymacał mi buta na nodze i stwierdził ze za małe.. no mówię chyba se jaja robi, tyle miejsce pomiędzy palcami, a końcem buta, a on, że za małe. Mówi ze 44.5 były by idealne. Ale nie ma ich w obniżonej cenie. Noto ładnie, pomyślałem, 30 E więcej za kolory z tegorocznej kolekcji .. Face palm.
Powiedział żebym przymierzył i zobaczył różnice. Faktycznie były jak by deko jeszcze bardziej zajebiste. Pytam się go dlaczego, a on mi walnął wykład jak to stopa pracuje w bucie i się naciąga i but się kurczy i sprężynuje i w ogóle WOW! Pytam się go czy biega. A on z mina bitch please, stwierdził ze parę maratonów przebiegł, ale teraz to już krótsze dystanse, koło 20 km robi, bo lata nie te i czasu nie ma i że zazwyczaj w sklepie jak ten mogę się spodziewać że obsługa to raczej biegająca jest. Na koniec widział, że nie widzi mi się to 30 euro więcej i byłbym skłonny wziąć te mniej zajebiste, a tańsze. I tutaj stało się cos niesamowitego. Pan stwierdził ze w drodze wyjątku sprzeda mi te nowe w cenie starych, żebym miał lepsze buty!! No po prostu szapoba :D rozwalił nas tym z Michałem i wziąłem je czym prędzej żeby się nie rozmyślił!
Po wyjściu stwierdziliśmy z Michałem że może Pan myślał ze jesteśmy jakimiś zagranicznymi recenzentami sklepów sportowych, którzy udają że nic nie wiedza i sprawdzają kompetencje sprzedających, albo co. No nie wiem, ale zaskoczony i pełen radości jakiś miesiąc temu nabyłem nowe buty do biegania Mizuno.
Od tamtej pory odciski znikły, kolana są odciążone, a biega się po prostu zaaajebiście.
Wiec buty mają znaczenie!
Bieganie jest fajne, Biegać!

Ciekawostka ze stołówki. Miseczka śliwek zalanych syropem jest dobra wiec ją wziąłem, ale nie spodziewałem się że ten syrop to będzie coś jak nalewka! I pracuj tu.. :)

4 komentarze:

  1. Też mam nowe butki biegowe, może podczas ich wybierania nikt nie otoczył mnie taką atencją jak Ciebie, ale rzeczywiście - buty dedykowane 'do biegania' to zupełnie inna bajka niż adidaski na każdą okazję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja czekam aż wrócisz do Krakowa i będę miała motywację coby zacząć biegać, bo sama to tak jakoś nie mam weny :P

    OdpowiedzUsuń