Tak więc wróciłem do Paris a
dokładnie do Antony.
Od razu z grubej rury zostałem
zaatakowany piknikiem w „moim parku dobiegania” (
WEB,
WIKI,
MAP), do czego na
początku podszedłem z niechęcią, bom leniwy, ale koniec końców
odbyło się bardzo udane spotkanie, a czas został mile zmitrężony
Przysmaków mieliśmy jak zwykle, czyli
za dużo, a były i tosty francuskie i sałatka i pieczeń z
suszonymi pomidorami i galaretki i wino, po porostu no wsio. Po
jedzeniu karty i obserwowanie azjatyckiej cześć społeczności
francuskiej podczas gdy oni puszczali Latawiec w postaci Super Kungfu
Pandy z peleryną ^^ . Latawiec świetny, a i oni wiedzieli jak się
puszcza takie cuda naprawdę, pierwszy raz w życiu widziałem żeby
latawiec latał tak wysoko. Pełen podziwu jestem i nawet
postanowiłem, że kiedyś spróbuje sobie puścić w jakimś
doborowym towarzystwie :)
No generalnie wyleniuchowaliśmy się i
na tym skończył się „powitalny” piknik paryski na którym
obecni byli Olga Filip Grzesiek Michał no i Ja. Oby pogoda pozwoliła
na czesterze tego typu wypady! Dzięki!

Następnie, od poniedizału zacząłem
staż w Grupie badawczej. Miejsce prześwietne, ludzie mega, stołówka
tania no pracować nie umierać chciało by się parafrazować
klasyków, ale.. jak to ja, zatrułem się w drugi dzień chyba na
stołówce no i 2 dni przeleżałem stękając jak to mi źle i
niedobrze i jaki to ja jestem pokrzywdzony przez los. Skąd wiem ze
się zatrułem bo moja współstazystka miała podobne objawy, więc
raczej chyba coś ze stołówki nam zaszkodziło, ale to takie 1-2
dniowa przygoda teraz po 2 tygodniach jedzenia tam wsio ok więc może
to i nie to tylko jakiś mega przypadaek? No nie wiem. Up to now
is ok so.. great! Co do samego stażu. Mogę, co zresztą czynie,
naprawdę dużo się tu nauczyć. Ekipa jest bardzo ogarnięta i
otwarta, a co najważniejsze chętna do pomocy. Do tej pory nie mam
żadnych zastrzeżeń tym bardziej że mamy swoją lodówkę i
ekspres do kawy ^^ a mój komputerek ma Intel xeon inside, więc
bardzo mi się przyjemnie symuluje te reactory ;P





Co by wyczerpać ciekawsze tematy z
ostatnich 2 tyg. to napisze jeszcze, że zacząłem chodzić do
miejsca zwanego Polyglot club'u. Wiem ze wielu z was się
uśmiechnie i pomyśli jaki z Malina poliglota :D ale nie o to biega.
Bardzo pozytywne miejsce gdzie idzie spotkać ludzi mówiących w 8
językach, ale też takich, którzy mówią w jednym plus dwa wymarłe
^^ wiec bywa zabawnie.. a podszlifować angielski czy nauczyć się
francuskiego można w całkiem przyjemnej atmosferze. Miejsce jest
dość ciasne, co sprzyja poznawaniu nowych ludzi, więc tak też
czynie na lewo i prawo. Co kto i skąd opisze innym razem, ale moje
spostrzeżenie na szybko jest takie, że: co by nie było co by się
nie działo, zawsze warto poznawać nowych ludzi bo nigdy nie wiesz
czym cie zaskoczą.
A no i staram sie wrócić do czytania klasyków:>
Tym optymistycznym akcentem kończę
moje nadrabianie pseudo zaległości.
Jak się coś wydarzy to będę pisał
i marnował wasz cenny czas na te pierdoły.