wtorek, 16 lipca 2013

Odwiedziły nas dwie piękne panny z Michałowych okolic.

Co za tym idzie kolejny raz szeroko pojęte zwiedzanie poszło w ruch, z mojej strony mnie intensywne bo jednak coś trzeba robić, ale jednak.

Kolejny raz wersal, tym razem nie wszedłem do środka bo inteligentnie zapomniałem dowodu upoważniającego mnie do free entrence więc zwiedziłem tylko ogrody za które i tak trzeba płacić 8.5! Podczas gdy na nich czekałem aż wyjdą z Pałacu nie nudziłem się, już dawno nie odbyłem tak długiej rozmowy telefonicznej o karaoke, traktorach, modzie i problemach różnicujących małe wioski od wielkich miast ! :) dzięki!

Potem te ogrody. Fajne nie powiem, ale ja chyba jestem nie czóły na piękno w postaci krzaków.. Ładnie przystrzyżone duuużo ich fontanny nawet grające krzaki mają! Ale nadal to tylko drzewka w jakimś tam schemacie rozmieszczone. Może dlatego jestem taki sceptyczny bo było chyba z 50 stopni w cieniu.. nie wiem.. dobrze pójść zobaczyć ale d.. nie urywa.

Następnie do Maka na coś i smoothiego banan truskawka i pociągiem do Paryża !
Tam 14.07.2013 r. były największy pokaz sztucznych ogni! 50 minut mega zarąbistych fajerwerków! Nawet był motyw tęczowy ^^ chyba odnośnie ostatnio wprowadzonych ustaw we FR.
pokaz się skoczył a my chcieliśmy wrócić.. No i te tłumy też chciały.. Było tyyyyyle ludzi że w życiu nie widziałem w Paryżu takich tłumów. Musieliśmy przejść na nogach 5 stacji metra żeby wejść na stacje która i tak była cała zawalona ludźmi ale chociaż dało się wejść do środka! Udało się nam zmieścić do 3 pociągu ale np. ja stałem na jednej nodze tyyyyle było ludzi potem fuksem ostatni pociąg domu i tak po 2 h podróży dotarliśmy do domu. Mimo to było warto zobaczyć te fajerwerki.. Piękne :)

W międzyczasie nocne spacery nad Sekwana focie z eifelem i inne takie Paryskie codzienności.















czwartek, 4 lipca 2013

Bieganie, bo tak.

Od całkiem niedawna bo od początku maja zacząłem tudzież nad wyraz można stwierdzić że powróciłem dobiegania. Minęły już 2 miesiące, wiec stwierdziłem, że może opisze moją przygodę z bieganiem jak to idzie a raczej biegnie
W samym bieganiu filozofii nie ma, idę do parku robię kółeczka i inne wzorki na mapkach endomondo i jest wynik. Jeśli chodzi o dystanse i średnie prędkości to staram się je zwiększać choć ostatnio dobiłem do średniej ponad 11km/h, która w zupełności mnie zadowala, teraz tylko utrzymać tempo ze zwiększaniem dystansu. Zacząłem od 5-7 km i zwiększając o 1-2 dobiłem do 15 km i na tym dystansie postanowiłem trochę zostać ponieważ kolana stwierdziły że to nie najlepszy pomysł i musiałem trochę odpuścić..
Zaobserwowałem ze 2 treningi na tydzień są lepsze niż 3, i że trzeba jeść a tak już w ogóle poza konkurencjom jest miód. Miód jest dobry!
No, ale do moich kolan i niedawnej małej kontuzji przyczyniły się buty, którymi była najtańsze buty z decatholnu jakie tylko można znaleźć. Te buty były ok żeby sprawdzić czy się wkręcę w bieganie i żeby nie wydawać mnóstwa pieniędzy na zachciankę. Jak już się wkręciłem stanowczo przestały wystarczać.. Odciski wspomniane stawy i inne nieciekawe rzeczy, wiec zacząłem się rozglądać za butami. No i tu zaczyna się cała osobna historia. Nie miałem pojęcia jak skomplikowane w swej prostocie może być kupowanie butów do biegania. Pomijając rodzaj stopy, wagę biegacza, dystans i częstotliwość biegania, powierzchnie dominująca po jakiej biegamy, sam dobór rozmiaru mnie zniszczył i w życiu bym nie kupił sobie dobrych butów bez pomocy pana w sklepie. No way!
Znalazłem dwa sklepy w których były moje upragnione New balancy w paris. Udałem się do jednego, coś jakby decathlon tylko inny, super market dla sportowców. Przymierzałem chyba z godzinę różne buty w tym moje upatrzone N-ki, ale nic mi nie leżało. Na zajutrz poszedłem z Michałem do innego, znalezionego na drugim końcu miasta ‘sportowego’. Wchodzimy, a tam mały sklepik z tylko jednym sprzedawca.

Podchodzimy do półki z butami, a koleś podchodzi do nas.
Pyta po francusku czego nam trzeba a my ze lepiej będzie jak się dogadamy po angielsku.
Zaczyna gadać po angielsku, a my zaczynamy go rozumieć i tak się zaczęło.

Generalnie wyjaśnił mi że te buty co sobie upatrzyłem są nie dla mnie bo: jestem za ciężki, za dużo/często biegam jak na nie i zakup ich nie jest dobrym pomysłem. Polecił mi buty Mizuno, w życiu o nich nie słyszałem, ale jak japońska firma to nie może być zła wiec spróbowałem. Akurat miał model przeceniony o 30 euro bo kolory z zeszłorocznej kolekcji były wiec czemu nie. Wkładam na nogi zawiązuje no i pasują!! Nr 44 , idealnie, obniżka i pasują, no git! Przeszedłem się itd.

A Pan się mnie pyta jak tam. Ja mówię ze no chyba dobrze jak dla mnie są ok, ale ja się nie znam. Mogę dotknąć buta? Zapytał. Ja na to że oczywiście. Wymacał mi buta na nodze i stwierdził ze za małe.. no mówię chyba se jaja robi, tyle miejsce pomiędzy palcami, a końcem buta, a on, że za małe. Mówi ze 44.5 były by idealne. Ale nie ma ich w obniżonej cenie. Noto ładnie, pomyślałem, 30 E więcej za kolory z tegorocznej kolekcji .. Face palm.
Powiedział żebym przymierzył i zobaczył różnice. Faktycznie były jak by deko jeszcze bardziej zajebiste. Pytam się go dlaczego, a on mi walnął wykład jak to stopa pracuje w bucie i się naciąga i but się kurczy i sprężynuje i w ogóle WOW! Pytam się go czy biega. A on z mina bitch please, stwierdził ze parę maratonów przebiegł, ale teraz to już krótsze dystanse, koło 20 km robi, bo lata nie te i czasu nie ma i że zazwyczaj w sklepie jak ten mogę się spodziewać że obsługa to raczej biegająca jest. Na koniec widział, że nie widzi mi się to 30 euro więcej i byłbym skłonny wziąć te mniej zajebiste, a tańsze. I tutaj stało się cos niesamowitego. Pan stwierdził ze w drodze wyjątku sprzeda mi te nowe w cenie starych, żebym miał lepsze buty!! No po prostu szapoba :D rozwalił nas tym z Michałem i wziąłem je czym prędzej żeby się nie rozmyślił!
Po wyjściu stwierdziliśmy z Michałem że może Pan myślał ze jesteśmy jakimiś zagranicznymi recenzentami sklepów sportowych, którzy udają że nic nie wiedza i sprawdzają kompetencje sprzedających, albo co. No nie wiem, ale zaskoczony i pełen radości jakiś miesiąc temu nabyłem nowe buty do biegania Mizuno.
Od tamtej pory odciski znikły, kolana są odciążone, a biega się po prostu zaaajebiście.
Wiec buty mają znaczenie!
Bieganie jest fajne, Biegać!

Ciekawostka ze stołówki. Miseczka śliwek zalanych syropem jest dobra wiec ją wziąłem, ale nie spodziewałem się że ten syrop to będzie coś jak nalewka! I pracuj tu.. :)

wtorek, 2 lipca 2013

Vino Muzyka Śpiew i Naleśniki!

Pod takim hasłem spędziłem ostatnie weekendy
Fête de la musique to chyba najbardziej wyczepista impreza o zabarwieniu studenckim w Paryżu o jełkiej wiedziałem i było mi dane w niej uczestniczyć.
Noc Kupały, pogańskie sobótki i inne takie to wyrażenia kojarzące się jednoznacznie z data 21 czerwca, od teraz w moim algorytmie skojarzeń na stałe zagości jeszcze jedno, Fete de la musique-Paris. Szedłem/szliśmy zasadniczo z jednego końca centrum na drugi zahaczając o drobne koncerty, występy co ciekawszych grajków czy po prostu ludzi siedzących i śpiewających bo tak, i nie mogłem się nadziwić że wszyscy świetnie i synchronicznie się bawią a do tego piją alkohol i nikt nie ma im tego za złe jak na krakowskich juwenaliach (bo impreza jest porównywalna tylko że 4 razy większa, albo więcej.. nie ważne). Zauważywszy ten fakt również zaopatrzyliśmy się w staff (vinko), żeby nie wyszło że się nie solidaryzujemy z naszymi Paryskimi gospodarzami i przez to obrażamy ich kulturę i tradycje. Tak więc chodząc od mostu do mostku i koncertu na koncert musieliśmy zacząć szukać sklepu bo pragnienie rosło odwrotnie proporcjonalnie do ilości otwartych sklepów. Naszczepcie znaleźliśmy jakiś, zakupiliśmy co trzeba, a w międzyczasie ja zostałem posądzony o bycie raz, Niemcem, raz Szwedem, raz Duńczykiem ja nie wiem czy ze mną czy z nimi jest cos nie tak.. ale nic to.. Użyliśmy Rekinkowego otwieracza i znaleźliśmy wygodną ławkę. Po chwili usłyszeliśmy jakiś kolejny koncert godzina koło 3:00 am, poszliśmy za uchem i znaleźliśmy koło kebaba rozłożony zespół rockowy grający Cowery metallicy, ścieżkę dźwiękową z supernaturali i inne takie, czego słuchało się po prostu zajebiście po całej nocy zabawy rozmów i śpiewów wszelakich, a słuchanie to umilał tylko fakt, że odbywało się ono siedząc na krawężniku co dla meni osobiście jest alegorią wolności od.. zawsze, kto jeździł na koncerty to wie!
Następnie udaliśmy się nad rzeczkę gidze pewien Pan postanowił przepłynąć ową rzeczkę co mu się udało, ale rozentuzjazmowany tłom dopingował go rzucając w niego butelkami jako kołami ratunkowymi. Dziwny sposób, no ale taka widocznie tradycja..
O 6:00 byliśmy już w łóżkach ale tylko na chwile!







 


 

 












Chocian zaczął się od wyjątkowo dobrej kawy, Dzień następny był ciężki i odbył się pod znakiem pizzy w doborowym towarzystwie zakupu wiatraka od pana który zaś myślał że jesteśmy ze Szwecji.. zwiedzanie zamku z rogami łosia(wiem że to nie łoś:P) i grze o tron jak to na sobotnie popołudnie przystało. Dzień baardzo udany, baardzo meczący, i baaardzo długi zważywszy ze spało się może 4 h no ale takie życie :)

A już tak całkiem ostatnio to postanowiliśmy lekko odpuścić i zafundować sobie tylko piknik. Ale przed piknikiem robionym przez nas (po raz kolejny na paris jazz festival), odbył się jeszcze jeden w Orsay.

 

 











W tym roku, z tego co wiem, miał miejsce pierwszy piknik studentów/stażystów centrum badawczego w Orsay gdzie to też mam przyjemność odbywać staż. May skromny Pilniczek z mnuuustwem jedzenie i bardzo dobrymi kiełbaskami, ludźmi jak zwykle z całego świata którzy mają jedną wspólną cechę, kręci ich fizyka! Więc, wbrew pozorom, nudno nie było. Np. widziałem grill z wyjściem LPT1 ! Tak jak do starej drukarki! Nie udało się nam rozpracować po co ono tam jest, więc piknik trza powtórzyć, ale są pewne pomysły. Wytłumaczyłem różnice pomiedzy „na zdrowie” a „na zdrowja” i takie tam. Bardzo udane piątkowe popołudnie.

W sobotę sprzątanie, zakupy i CS zakończony pieczeniem naleśników na niedziele do 1:00 am i skypową impreza Paris-Grabowa, gdzie wzniesione zostały toasty na odległość 1600 km. Chyba mój najdłuższy toast ever! Dzięki za to!! Fajnie że ktoś tam sobie o mnie przypomniał i zadzwonił, naprawdę miło mi się zrobiło!!!

No ale wracając do naszego pikniku. W niedziele poszliśmy do Chateau de vincenns zwiedziliśmy go w trybie ekspresowym, zamek, a raczej łazienkę bo w sumie to był punkt główny tej wycieczki do zamku..potrzeba wyższa. Potem 20 min w kolejce żeby wejść do parku no i jesteśmy! Znaleźliśmy miejscówkę i rozpoczęło się jedzenie naleśników i innego wina w rytmach Jazzu baardozo udana sprawa tym bardziej ze chwile przed tym załapaliśmy się na końcówkę zlotu czegoś jak by rajd paris-pekin gdzie było dużo starych autek.. a jak wszyscy wiedzą malin lubi. No i tez nowe np. jak adventador.. jeeejku.. przezajebisty! I tyle!
Po całym dniu smażenia się w cieniu z naleśnikami doszło do spontanicznego spotkania, i spontanicznych krakersów więc.. jeszcze lepiej niż fajnie!


Zobaczymy co przyniosą kolejne weekendy, miesiące i koszyki truskawek których jadam na potęgę! :) uśmiechać się!



 
 


 

środa, 19 czerwca 2013

Pracowity okres

Zamaną dość ciężkich parę tygodni, ale ciężkich głównie ze względu na staranie się wykorzystania każdej minuty wolnego czasu na coś konstruktywnego więc nie mam co narzekać choć zdecydowanie muszę wkalkulować więcej czasu na sen:)

Oczywiście oprócz pracy, biegania (mam nowe przekosmicznie wygodne buty ^^ i tak. Buty mają znaczenia :P ), gtarowania czy randomowego pstrykania fotek zwiedzam. A co zwiedziłem tym razem? A no głównie Parki i klasyki takie jak nadrzecze Paryża i inne łuki.

Parc de la Villette (WEB) to dość osobliwe miejsce z kinem w kształcie kuli łodizą podwodna wierzą zbudowaną/zbitą przez ludzi, placem zabaw napędzanym na wiatraki i trawiastym mostem który się zamyka! A no i jeszcze rowerowe koło w skali chyba 50:1 wystające z ziemi też jest!
Spędziliśmy tam całkiem miłe popołudnie zakończone pogawędkami o życiu przy magdonaldowej kawie i kukurydza od Indianina uprażoną na wózku z marketu a zjedzoną w metrze!

Następne w kolejności były łuki i inne pola elizejskie gdzie zawlokły mnie Polskie Harcerki poznane w paryskim metrze. Trochę się dałem zawlec:P i tam minęło kolejne interesujące popołudnie. Odkryłem parę galerii samochodowych np. renault mercedes i jedną zbiorcza którą nazwał bym „wypas galery”. Odkryłem też że łuk po n-tym razie też potrafi zrobić wrażenia kwestia nastawienia i pogody:) Dzień zakończyliśmy kanapkami w ogrodach Lówrowych więc czegoż można od życia chcieć więcej? No chyba tylko dwóch kanapek:)











































O właśnie! Wybrałem się na Paris Jazz Festival gdzie grał Leszek Możdżer wraz z kolegami trio:MOZDZER DANIELSSON FRESCO. Bardzo udany koncert tym bardziej ze udało mi się zrobić zdjęcie z Panem Możdżerem :)  Festival trwa 8 weekendów z rzędu  wiec pewnie jeszcze tam kiedyś ziajże, a przy okazji koło parku w którym owy festiwal się odbywał odkryłem ze jest zamek który został dopisany do mojej listy muszę to zobaczyć!


Dalej w kolejce była rozgrywka w planszówke Gra o tron u grzeska! :) najdłuższa ever nie wygrałem ale walka była zacięta. Przed grą posililiśmy się obiadem grzegorzowym oczywiście przy vinku. Po obiedzie Olgowym ciastem (przepycha!) oczywiście przy vinku a w czasie gry oczywiście przy polskich tradycyjnych potrawach :) przednio było! A wszystko uwieńczył chińczyk który przyniósł nam darmowe sushi! So veeery good:)

W międzyczasie dałem się namówić:P na piwko na moście, ale że nas przegonili, bo nie wolno pić na moście, to poszliśmy nad rzeczkę i tam sobie z widokiem na lówr mitrężyliśmy trochę cennego czasu z koleżanka Niną.

No, ale żeby nie wyszło nie kulturalnie w niedziele wybraliśmy się dość pokaźną grupą na Cmentarz Père-Lachaise (WIKI) gdzie leży wiele wybitnych osobistości jak; Chopin Edith Piaf Morison i wieeelu innych. Ciekawymi akcentami była flaga koło grobu Chopina oczywiście polska z podpisami ludzi którzy tam byli tzn tak nam się wydawało że taka idea, podobna inicjatywa koło grobu Morisona tylko ze inna, drzewo obok zostało tak oblepione gumami do żucia ze musieli je obstawić parawanem a oczywiście i tam znalazłem polski akcent. Dwa kapsle po wojakach przyklejona oczywiście tradycyjnie jak na owe miejsce gumą do żucia. Masakra :D Było gorąco więc za długo nie wytrzymaliśmy i pojechaliśmy nad rzeczkę i tum razem na drugim brzegu postanowiliśmy zrobić piknik i tak już jakoś wyszło ze zleciało do wieczora!

Podsumowując. Bardzo udane ostatnie tygodnie bardzo meczące i pouczające i oby tak dalej!

Dzięki!