piątek, 23 sierpnia 2013

Nigdy nie wiadomo z której strony i czym życie cie przypierniczy! może rogatką?

Tak wiec. Byłem w Polsce celem wynajęcia mieszkania, załatwienia spraw uczelnianych i spotkania się ze znajomymi. Wszystkie z powyższych spraw udały się w 90% wiec nie jest źle.
Mieszkanie się podpisze z początkiem września. Na uczelni spotkałem się tylko z jednym Profesorem ale rzeczowa rozmowa była wiec ok.  Znajomi.. do tych których nie udało mi się spotkać albo spotkałem się za mało/krótko albo coś.. musicie mi wybaczyć, odbijemy za miesiąc może.. 

Z polski powrót nie był łatwy. Gdyż ponieważ Ja Marjan i Szaci wybraliśmy się na Eurotrip VOL I. Zaw-Wien-Mönichkirchen-Paris a potem oni Bruksela-Zaw razem z moim Staffem z Paris.

Krótko o podróży. Stwierdzenie tankujemy przed granica polsko-czeską skończyło się tym ze nie było stacji przed granica nigdzie i byliśmy zmuszeni wydać pieniądze w Czechach co się średnio opłacało.. Jazda przez Czechy darmowymi drogami skończyła się betonowa zaporą napisami po czesku pośrodku niczego. Sami spostrzegliśmy że miejscowi jakoś tak skręcaja w uliczkę oznaczoną jako ślepa, jedziemy za nimi a tam Rogatka. Objazd przez prywatną posesje płatny 20 koron czeskich. Wszystko ładnie pięknie ale nikt z nas nie wpadł na pomysł że w Czechach może być nam potrzebna czeska waluta.. Na szczęście upolowałem panią na spacerzez psem i poratowała nas 20 koronami nawet nei chciała nic w zamian a proponowałem 2 euro! Na dodatek mówiła po angielsku wiec git! Za to pani na stacji przed granica Czesko Austryjacka nei mówiła po angielsku ale na szczęście Polski i Czeski jest jaki jest! Więcej umiem z czeskiego niż z francuskiego chyba :P Jakos zakupiłem winietke na 10 dni do Austrii za 10 euro (nauczeni że rogatki grasują woleliśmy nie ryzykować kolejnej w kraju gdzie nie mówią po czesku albo popolsku). Do Wiednia dojechaliśmy po jakiś 6 h jazdy.


..CZECHY..











Koleżanka Justyna ugościła nas jak należy DZIĘKI!J i oprowadziła w tempie ekspresowym po Wiedniu. Znaleźliśmy tak tanie sushi że aż podejrzane, ale było ok. Moje osobiste spostrzeżenia, nie jedź do Wiednia jak jest zimno, w lecie jest przesuper w zimę.. nie do końca J aczkolwiek podtrzymuje że piękne miasto i ultra czyste w porównaniu do Paris.









Następnie pojechaliśmy do Mönichkirchen gdzie ugościła nas Agata z Flo za co jeszcze raz dziekuuuujeee! Ale podłodze zahaczyliśmy o Burg Liechtenstein na którego wejście bilet kosztował średnio 7 euro, zamek fajny ale w środku mega mały i nie warto było no ale bywa. Z daleka prezentuje sie naprawde fajnie i mrocznie nawet a obok jest dom spokojnej starości chyba ^^ Z zamku pojechalismy zwiedzić zjeść coś ad jeziorko do Ruster bucht. Miejscówka fajna ale znów płatne wejście 4 euro od osoby. Chyba sie troszkę odzwyczaiłem od płacenia za atrakcje turystyczne i to boli.. Po dojechaniu do Mönichkirchen ogarnięciu się napiłem Si najlepszego piwa pszenicznego jakie piłem z butelki Gösser pszeniczny wymiata dosłownie wymiata konkurencje ! Dzień następny po kawce wyruszyliśmy na spacerek w góry doszliśmy do 1500 m z hakiem i w momencie kiedy nasze zapasy wody zaczęły maleć w oczach podjęliśmy decyzje wracamy, trza by było coś zjeść! Podróże widoki przecudne, kto widział fotki to wie!  Wieczorkiem spacer po mięście potem drugi spacer kawka długo wyczekiwana acz za krótka rozmowa z Koleżanką i wieczór. Ale przed wieczorem jeszcze krótka konwersacja na temat samochodów wakacji czasu i nie tylko która nastroiła mnie w genialny humor na wieczór! A wieczorem  poznaliśmy tamtejsza polonie trochę obyczajów :P i Jägermeister. W skrócie Austriacką beherovke  ale zarąbista sprawa !












Banany są dobre!

 No ale kiedyś trza było wyruszać i tak tez zrobiliśmy. Podróż do Paryża przez austriackie tunele Zakorkowane Niemieckie autostrady I w cholerę drogie Francuskie autostrady zajeła nam jakieś 15 h i po powrocie generalnie padliśmy spać.

W Paryżu Marjan i Szaci zwiedzali co sie dało, podczas gdy ja pisze magisterkę i naprawdę nic więcej tylko mgr!! Dzisiaj zapakowaliśmy auto po dach i pojechali do Brukseli gdzie już są w dobrych rekach Sabinki ja niestety nie mogłem bo MGR ale co sie odwlecze.. J jak zwykle.


Ps. W Paryżu jest kilka statuł wolności jedna z nich jest na środku Sekwany niedaleko wieży Eiffla na usypanym deptaku ! fajne miejsce na spacer generalnie.
Pod Notre Dame..
Pełnia luwr i malin



Niemcy

środa, 21 sierpnia 2013

EuroPrzemyślenia

No jak zwykle mało co się pisze bo mało co jest czasu.


Ostatnio trochę się pozwiedzało odwiedziłem Polske Wiedeń Moenichkirchen i tak dojechaliśmy do Paryża. My bo ja Marjan i Szaci, oczywiście nie obyło sie bez przygód ale to opisze jak będę miał troszkę czasu. Wiedeń zwiedzony w tępie ekspresowym, w Moenichkirchen pierwszożedna gościna cudowne piwo doprawione nowo poznanym Jägermeister'em sprawiło że naprawdę nie chciało sie wyruszać w jak sie okazało 15 h podróż 
do Paryża.

Tak bardziej personalnie. Naprawdę mi dobrze w PL, nie żeby tu było coś nie tak ale to chyba jest tak jak z pasami w korku ten na którym nie jesteś jedzie szybciej. W tym wypadku: wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma, u mnie sprawdza się to w 100% .  Do Polski wracam 19 września 2013r. i generalnie zobaczymy co moje faith mi przyniesie.. Może stać się kompletnie wszystko, bo chyba generalnie nie mam jednolitego planu co dalej. Mam pewne wizje marzenia, ale wszytko jest w głowie i zobaczymy co z tego wszystkiego będzie.

Generalnie jak wiadomo, jestem osobą pozytywną i ciężko mnie zbić z stropu mej nieuzasadnionej radości, ale ostatnio nawet paru osobą udało się uzasadnić moją radość co mnie intryguje i pozytywnie zaskakuje so.. po raz kolejny.. się zobaczy, co to będzie za zima!

Życie, Bóg czy przeznaczenie jak by się tego nie nazywało, nie rozpieszcza, a  my musimy zrobić z tego całego bałaganu świat w którym po zamknięciu oczu gdzieś na łące w letnie popołudnie będzie nam dobrze. A myślami powędrujemy gdzieś w mroźny zimowy wieczór rozżarzony wspomnieniami chwil dla których warto.. wszystko zaryzykować i dać się porwać!

J


Trochę mnie poniosło ale.. czemu nie?

P.S. I   - Rocky dzięki za kartkę!! jest z USA drukowana w Itally wysłana do Paris :)
P.S. II  - Banany wszędzie są ok!






 

środa, 24 lipca 2013

Życie Lab i upały w Paris

Moje Lab mnie zadziwia coraz bardziej. Oprócz uroczo gikowych koszulek odzywek i wspaniałego podejście do kawy, poco mieć jeden ekspres skoro można mieć trzy rożne :> zadziwiają mnie również sprzętem.
Pomijając fakt że moje biuro jest większe niż mój pokój. A mój komputer ma więcej rdzeni fizycznych niż moje wszystkie komputery razem wzięte, to dostałem klawiaturę.
QWERTY nie AZERTY, jest stara. Bardzo stara, podejrzewam że jeszcze eniaka pamięta, ale to jest ok nie spodziewałem się niczego innego, zresztą działa więc jest git, ale Warning na niej jest przeuroczy!! Więcej na zdjęciu.


Są jednak i minusy.. już dwa razy nie było prąd, black outy nie są dobre jeśli twoja praca opiera się tylko i wyłącznie o wyniki które masz w komputerze.. więc.. hyy przymusowy coffe break nie jest zly ale nie jak gonią cie terminy.. Dajemy rade!


Dalej.. Filmiki z Paryskich fajerwerków, jak obiecałem, co prawda jakość nie powala ale coś tam widać. W życiu film nie odda tego jak zajebiste były! Ale może próbować nie?

Ostatnio moje życie generalnie lekko zwolniło poprzez wcześniej wspomniane goniące terminy jak i temperatury które sięgały do 36 C i utrzymywały się przez 3 tygodnie, na szczeście wczoraj trochę pokropiło spadło do 28 i da się żyć.. Naprawdę.. wszyyystko było ciepłe nawet zimna woda w kranie. Upały to zło. Polska to dobry kraj z dobrym klimatem, ew GB albo Skandynawia! Tutaj jest trochę za ciepło.. No ale na szczęście już się uspokaja można jako tako pracować, a poza tym z niektórymi z was się pewnie zobaczę za jakieś.. dwa tyg! :)

A no i malin się za gotowanie wziął. Zrobiłem papke z mięsa i pomidorów, posypaną kukurydza z ketchupowa imitacja eifela na wierzchu ^^ ta dam!








wtorek, 16 lipca 2013

Odwiedziły nas dwie piękne panny z Michałowych okolic.

Co za tym idzie kolejny raz szeroko pojęte zwiedzanie poszło w ruch, z mojej strony mnie intensywne bo jednak coś trzeba robić, ale jednak.

Kolejny raz wersal, tym razem nie wszedłem do środka bo inteligentnie zapomniałem dowodu upoważniającego mnie do free entrence więc zwiedziłem tylko ogrody za które i tak trzeba płacić 8.5! Podczas gdy na nich czekałem aż wyjdą z Pałacu nie nudziłem się, już dawno nie odbyłem tak długiej rozmowy telefonicznej o karaoke, traktorach, modzie i problemach różnicujących małe wioski od wielkich miast ! :) dzięki!

Potem te ogrody. Fajne nie powiem, ale ja chyba jestem nie czóły na piękno w postaci krzaków.. Ładnie przystrzyżone duuużo ich fontanny nawet grające krzaki mają! Ale nadal to tylko drzewka w jakimś tam schemacie rozmieszczone. Może dlatego jestem taki sceptyczny bo było chyba z 50 stopni w cieniu.. nie wiem.. dobrze pójść zobaczyć ale d.. nie urywa.

Następnie do Maka na coś i smoothiego banan truskawka i pociągiem do Paryża !
Tam 14.07.2013 r. były największy pokaz sztucznych ogni! 50 minut mega zarąbistych fajerwerków! Nawet był motyw tęczowy ^^ chyba odnośnie ostatnio wprowadzonych ustaw we FR.
pokaz się skoczył a my chcieliśmy wrócić.. No i te tłumy też chciały.. Było tyyyyyle ludzi że w życiu nie widziałem w Paryżu takich tłumów. Musieliśmy przejść na nogach 5 stacji metra żeby wejść na stacje która i tak była cała zawalona ludźmi ale chociaż dało się wejść do środka! Udało się nam zmieścić do 3 pociągu ale np. ja stałem na jednej nodze tyyyyle było ludzi potem fuksem ostatni pociąg domu i tak po 2 h podróży dotarliśmy do domu. Mimo to było warto zobaczyć te fajerwerki.. Piękne :)

W międzyczasie nocne spacery nad Sekwana focie z eifelem i inne takie Paryskie codzienności.















czwartek, 4 lipca 2013

Bieganie, bo tak.

Od całkiem niedawna bo od początku maja zacząłem tudzież nad wyraz można stwierdzić że powróciłem dobiegania. Minęły już 2 miesiące, wiec stwierdziłem, że może opisze moją przygodę z bieganiem jak to idzie a raczej biegnie
W samym bieganiu filozofii nie ma, idę do parku robię kółeczka i inne wzorki na mapkach endomondo i jest wynik. Jeśli chodzi o dystanse i średnie prędkości to staram się je zwiększać choć ostatnio dobiłem do średniej ponad 11km/h, która w zupełności mnie zadowala, teraz tylko utrzymać tempo ze zwiększaniem dystansu. Zacząłem od 5-7 km i zwiększając o 1-2 dobiłem do 15 km i na tym dystansie postanowiłem trochę zostać ponieważ kolana stwierdziły że to nie najlepszy pomysł i musiałem trochę odpuścić..
Zaobserwowałem ze 2 treningi na tydzień są lepsze niż 3, i że trzeba jeść a tak już w ogóle poza konkurencjom jest miód. Miód jest dobry!
No, ale do moich kolan i niedawnej małej kontuzji przyczyniły się buty, którymi była najtańsze buty z decatholnu jakie tylko można znaleźć. Te buty były ok żeby sprawdzić czy się wkręcę w bieganie i żeby nie wydawać mnóstwa pieniędzy na zachciankę. Jak już się wkręciłem stanowczo przestały wystarczać.. Odciski wspomniane stawy i inne nieciekawe rzeczy, wiec zacząłem się rozglądać za butami. No i tu zaczyna się cała osobna historia. Nie miałem pojęcia jak skomplikowane w swej prostocie może być kupowanie butów do biegania. Pomijając rodzaj stopy, wagę biegacza, dystans i częstotliwość biegania, powierzchnie dominująca po jakiej biegamy, sam dobór rozmiaru mnie zniszczył i w życiu bym nie kupił sobie dobrych butów bez pomocy pana w sklepie. No way!
Znalazłem dwa sklepy w których były moje upragnione New balancy w paris. Udałem się do jednego, coś jakby decathlon tylko inny, super market dla sportowców. Przymierzałem chyba z godzinę różne buty w tym moje upatrzone N-ki, ale nic mi nie leżało. Na zajutrz poszedłem z Michałem do innego, znalezionego na drugim końcu miasta ‘sportowego’. Wchodzimy, a tam mały sklepik z tylko jednym sprzedawca.

Podchodzimy do półki z butami, a koleś podchodzi do nas.
Pyta po francusku czego nam trzeba a my ze lepiej będzie jak się dogadamy po angielsku.
Zaczyna gadać po angielsku, a my zaczynamy go rozumieć i tak się zaczęło.

Generalnie wyjaśnił mi że te buty co sobie upatrzyłem są nie dla mnie bo: jestem za ciężki, za dużo/często biegam jak na nie i zakup ich nie jest dobrym pomysłem. Polecił mi buty Mizuno, w życiu o nich nie słyszałem, ale jak japońska firma to nie może być zła wiec spróbowałem. Akurat miał model przeceniony o 30 euro bo kolory z zeszłorocznej kolekcji były wiec czemu nie. Wkładam na nogi zawiązuje no i pasują!! Nr 44 , idealnie, obniżka i pasują, no git! Przeszedłem się itd.

A Pan się mnie pyta jak tam. Ja mówię ze no chyba dobrze jak dla mnie są ok, ale ja się nie znam. Mogę dotknąć buta? Zapytał. Ja na to że oczywiście. Wymacał mi buta na nodze i stwierdził ze za małe.. no mówię chyba se jaja robi, tyle miejsce pomiędzy palcami, a końcem buta, a on, że za małe. Mówi ze 44.5 były by idealne. Ale nie ma ich w obniżonej cenie. Noto ładnie, pomyślałem, 30 E więcej za kolory z tegorocznej kolekcji .. Face palm.
Powiedział żebym przymierzył i zobaczył różnice. Faktycznie były jak by deko jeszcze bardziej zajebiste. Pytam się go dlaczego, a on mi walnął wykład jak to stopa pracuje w bucie i się naciąga i but się kurczy i sprężynuje i w ogóle WOW! Pytam się go czy biega. A on z mina bitch please, stwierdził ze parę maratonów przebiegł, ale teraz to już krótsze dystanse, koło 20 km robi, bo lata nie te i czasu nie ma i że zazwyczaj w sklepie jak ten mogę się spodziewać że obsługa to raczej biegająca jest. Na koniec widział, że nie widzi mi się to 30 euro więcej i byłbym skłonny wziąć te mniej zajebiste, a tańsze. I tutaj stało się cos niesamowitego. Pan stwierdził ze w drodze wyjątku sprzeda mi te nowe w cenie starych, żebym miał lepsze buty!! No po prostu szapoba :D rozwalił nas tym z Michałem i wziąłem je czym prędzej żeby się nie rozmyślił!
Po wyjściu stwierdziliśmy z Michałem że może Pan myślał ze jesteśmy jakimiś zagranicznymi recenzentami sklepów sportowych, którzy udają że nic nie wiedza i sprawdzają kompetencje sprzedających, albo co. No nie wiem, ale zaskoczony i pełen radości jakiś miesiąc temu nabyłem nowe buty do biegania Mizuno.
Od tamtej pory odciski znikły, kolana są odciążone, a biega się po prostu zaaajebiście.
Wiec buty mają znaczenie!
Bieganie jest fajne, Biegać!

Ciekawostka ze stołówki. Miseczka śliwek zalanych syropem jest dobra wiec ją wziąłem, ale nie spodziewałem się że ten syrop to będzie coś jak nalewka! I pracuj tu.. :)

wtorek, 2 lipca 2013

Vino Muzyka Śpiew i Naleśniki!

Pod takim hasłem spędziłem ostatnie weekendy
Fête de la musique to chyba najbardziej wyczepista impreza o zabarwieniu studenckim w Paryżu o jełkiej wiedziałem i było mi dane w niej uczestniczyć.
Noc Kupały, pogańskie sobótki i inne takie to wyrażenia kojarzące się jednoznacznie z data 21 czerwca, od teraz w moim algorytmie skojarzeń na stałe zagości jeszcze jedno, Fete de la musique-Paris. Szedłem/szliśmy zasadniczo z jednego końca centrum na drugi zahaczając o drobne koncerty, występy co ciekawszych grajków czy po prostu ludzi siedzących i śpiewających bo tak, i nie mogłem się nadziwić że wszyscy świetnie i synchronicznie się bawią a do tego piją alkohol i nikt nie ma im tego za złe jak na krakowskich juwenaliach (bo impreza jest porównywalna tylko że 4 razy większa, albo więcej.. nie ważne). Zauważywszy ten fakt również zaopatrzyliśmy się w staff (vinko), żeby nie wyszło że się nie solidaryzujemy z naszymi Paryskimi gospodarzami i przez to obrażamy ich kulturę i tradycje. Tak więc chodząc od mostu do mostku i koncertu na koncert musieliśmy zacząć szukać sklepu bo pragnienie rosło odwrotnie proporcjonalnie do ilości otwartych sklepów. Naszczepcie znaleźliśmy jakiś, zakupiliśmy co trzeba, a w międzyczasie ja zostałem posądzony o bycie raz, Niemcem, raz Szwedem, raz Duńczykiem ja nie wiem czy ze mną czy z nimi jest cos nie tak.. ale nic to.. Użyliśmy Rekinkowego otwieracza i znaleźliśmy wygodną ławkę. Po chwili usłyszeliśmy jakiś kolejny koncert godzina koło 3:00 am, poszliśmy za uchem i znaleźliśmy koło kebaba rozłożony zespół rockowy grający Cowery metallicy, ścieżkę dźwiękową z supernaturali i inne takie, czego słuchało się po prostu zajebiście po całej nocy zabawy rozmów i śpiewów wszelakich, a słuchanie to umilał tylko fakt, że odbywało się ono siedząc na krawężniku co dla meni osobiście jest alegorią wolności od.. zawsze, kto jeździł na koncerty to wie!
Następnie udaliśmy się nad rzeczkę gidze pewien Pan postanowił przepłynąć ową rzeczkę co mu się udało, ale rozentuzjazmowany tłom dopingował go rzucając w niego butelkami jako kołami ratunkowymi. Dziwny sposób, no ale taka widocznie tradycja..
O 6:00 byliśmy już w łóżkach ale tylko na chwile!







 


 

 












Chocian zaczął się od wyjątkowo dobrej kawy, Dzień następny był ciężki i odbył się pod znakiem pizzy w doborowym towarzystwie zakupu wiatraka od pana który zaś myślał że jesteśmy ze Szwecji.. zwiedzanie zamku z rogami łosia(wiem że to nie łoś:P) i grze o tron jak to na sobotnie popołudnie przystało. Dzień baardzo udany, baardzo meczący, i baaardzo długi zważywszy ze spało się może 4 h no ale takie życie :)

A już tak całkiem ostatnio to postanowiliśmy lekko odpuścić i zafundować sobie tylko piknik. Ale przed piknikiem robionym przez nas (po raz kolejny na paris jazz festival), odbył się jeszcze jeden w Orsay.

 

 











W tym roku, z tego co wiem, miał miejsce pierwszy piknik studentów/stażystów centrum badawczego w Orsay gdzie to też mam przyjemność odbywać staż. May skromny Pilniczek z mnuuustwem jedzenie i bardzo dobrymi kiełbaskami, ludźmi jak zwykle z całego świata którzy mają jedną wspólną cechę, kręci ich fizyka! Więc, wbrew pozorom, nudno nie było. Np. widziałem grill z wyjściem LPT1 ! Tak jak do starej drukarki! Nie udało się nam rozpracować po co ono tam jest, więc piknik trza powtórzyć, ale są pewne pomysły. Wytłumaczyłem różnice pomiedzy „na zdrowie” a „na zdrowja” i takie tam. Bardzo udane piątkowe popołudnie.

W sobotę sprzątanie, zakupy i CS zakończony pieczeniem naleśników na niedziele do 1:00 am i skypową impreza Paris-Grabowa, gdzie wzniesione zostały toasty na odległość 1600 km. Chyba mój najdłuższy toast ever! Dzięki za to!! Fajnie że ktoś tam sobie o mnie przypomniał i zadzwonił, naprawdę miło mi się zrobiło!!!

No ale wracając do naszego pikniku. W niedziele poszliśmy do Chateau de vincenns zwiedziliśmy go w trybie ekspresowym, zamek, a raczej łazienkę bo w sumie to był punkt główny tej wycieczki do zamku..potrzeba wyższa. Potem 20 min w kolejce żeby wejść do parku no i jesteśmy! Znaleźliśmy miejscówkę i rozpoczęło się jedzenie naleśników i innego wina w rytmach Jazzu baardozo udana sprawa tym bardziej ze chwile przed tym załapaliśmy się na końcówkę zlotu czegoś jak by rajd paris-pekin gdzie było dużo starych autek.. a jak wszyscy wiedzą malin lubi. No i tez nowe np. jak adventador.. jeeejku.. przezajebisty! I tyle!
Po całym dniu smażenia się w cieniu z naleśnikami doszło do spontanicznego spotkania, i spontanicznych krakersów więc.. jeszcze lepiej niż fajnie!


Zobaczymy co przyniosą kolejne weekendy, miesiące i koszyki truskawek których jadam na potęgę! :) uśmiechać się!