sobota, 8 września 2012

Malin w Paryżu- first week



Przyleciałem. Lot AF był opóźniony koło 40 min a opóźnienie to wydłużyło się do jakiejś godziny. Po wyjściu z aeroplanu definitywnie stwierdziłem że nei jestem już w Polsce wszystko było większe nowsze i robiło wrażenie bardziej zorganizowanego niż było w Ojczyźnie. Pierwsze co zrobiłem włączyłem telefon i z błagalnym wzrokiem kota ze Shreka parzyłem na wskaźnik zasiągu, paczałem, paczałem paczałem aż paczałki zwątpiły że zobaczą cokolwiek innego niż ciemno szare pole wskazujące na permanentny brak jakiejkolwiek łączności ze światem.

Wtedy to poraz pierwszy natchnęła mnie myśl że ten kraj jest nieprzyjazny dla Malinów. No ale mówie nic to zobaczymy co przyniesie reszta wieczory bo było już grubo po 18, i następne dni.  Odebraliśmy bagaż przeszliśmy/przejechaliśmy na ruchomych chodnikach do wyjścia z lotniska(jest naprawdę całkiem pokaźnych rozmiarów). Nie bez problemów Olga z Filipem kupili mi bilet na pociąg i metro które miało nas zawieś do ich apartament. W pociągu z lotniska na stacje metra udało mi się nawiązać połączenie z polską- żyje nic mi nie jest  miałem opóźniony lot zadzwonię potem- ten krótki acz treściwy przekaz musiał na razie wystarczyć famili  pozostałej na ziemiach biało czerwonych.  Wtedy to powiedziałem że pierwsza część planu zawiodła, chodziło oczywiście o telefon a dokładnie o francuskie sieci, nie wiem czemu miałem i w sumie po tygodniu nadal miewam dość duże problemy w korzystaniu z kom.
Bez problemu dojechaliśmy do mieszkania rozpakowałem się w trybie koczowniczym tzn. podstawowe rzeczy i szczoteczka na wierzch wszystko inne nadal w walizkach. Jak zaraz przeczytacie w walizkach było aż do wtorku a przyleciałem w czwartek.

Filip praktycznie od razu pojechał na lotnisko po Michała który miał przylecieć później.  Planowo powinni być koło 23 w domu ostatecznie byli przed 1 bo panowie z kolei postanowili zrobić remont i zamknąć kolej. W tym momencie poczułem sie jak w Polsce.
Krótka i bardzo do bra kolacja i spać.
W piątek wielka wyprawa do CampusFrance firmy która ma sią opiekować takimi ludźmi jak ja czy wcześniej wspomniani koledzy/koleżankaJ
Weszliśmy do budynku pani w recepcji kazała czekać. Czekam . czekam , czekam, czekam ale ide po wode, czekam z wodą i oczywiście w momencie kiedy chciałem się napić podchodzi do mnie koleś i zaczyna szprechać nie po naszemu, w net zrozumiał że w tym języku sobie zemną nie porozmawia i przeszliśmy na odpowiednio frenglisz i polglisz i tutaj już mogliśmy poszaleć. Pan kazał mi podpisać to i tamto powiedział że zakwaterują mnie w hotelu do poniedziałku a w poniedziałek mam jechać do versailie coś tam no i tutaj zaczęły się schody. Jest to organizacja zajmująca się zakwaterowaniem ale przeczuwałem że akademik jaki dostane nie będzie najwyższych lotów i prawdopodobnie będzie gdzieś gdzie dojechać można jedynie konno. Próbowałem powalczyć o jakiś inny przydział ale byłem bez silny. Lekko zaniepokojony ale spokojny bo mam nocleg na 3 dni i znajomych którzy w razie czego pomogą ogarnąć ten cały rozgardiasz pojechałem do otelu jak by to powiedzieli francuzi.
Przyspieszając opowieść w poniedziałek poszedłem do crusa i jak zwykle po urzędniczych męczarniach dostałem akademik.

Akademik to pokój 11 m kw z łóżkiem biurkiem krzesłem i półka prysznic na 4 os oddzielony w kotarkami(koledzy radzą żebym się nie wypinał) a co ciekawsze w toaletach dostępnych jedynie nakorytarzu nie ma desek.  Wiec  pozycja na Małysza wraca do łaskJ
Michał po tym jak zgubili i znaleźli jego papiery dostał pokój obok  mnie jakimś cudem dzięki pomocy studentki która mówiła co nieco po angielsku założyłem sobie internet i tym oto sposobem zyje w Paryżu już ponad tydzień.

Uczelnia. Pierwsze spotkanie na uczelni miałem w czwartek. Rozdali foldery informacyjne pendrajwy długopisy itd. Zjedliśmy dość dobry lancz po czym odbyły się dwa wykłady. Jeden jak przystało na łelkom dej o tym gdzie i jak możemy pracować czysto reklamowy wykład. Drugi, już w grupach specjalnościowych o tym co możemy co nie itd. Dostaliśmy tez plany. Okazuje się ze w ost piątek przed świetami mam kolokwium/egzamin, a w [pierwszy dzień przed świetami mam egzamin so.. greatJ. Na końcu pan derektor poprosił aby dwóch studentów z polski stawiło się nazajutrz w tym samym miejscu o godzinie 9.30 w celu objaśnienia/przetłumaczenia na ang procedur rejestracyjnych na parisud. I to było bardzo przydatne bo bez tej pomocy która trwała jakieś 2-3 h nie przebrnął ym przez tą rejestracje.  Teraz czekam do poniedziałku aż będzie miała miejsce prawdziwa rejestracja zobaczymy co wtedy mnie zaskoczy.
Informacje zaobserwowane na szybko.

Najtańsza herbata- lipton  3.4e za 100 torebek
Najtańsze piwo- heineken  0,89e za 0,5l
Najtańsza czekolada- milka 1,79e za 200g

Oczywiście jak by się poszukało może cos bym znalazł innego np. w jednym sklepie widziałem czekoladę jakąś coś jak aro to była trochę tańsza ale trochę to słowo klucz.


2 komentarze:

  1. No i masz: wielka Francja elegancja a tu bieda, bieda mój Magu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze że chociaż trochę się odnalazles. Ja pewnie miałabym duże problemy. Zwłaszcza lokalizacji przestrzenne ;D

    OdpowiedzUsuń