poniedziałek, 6 maja 2013

Pologne!



Tak jak pisałem, o Polsce też wypada coś napisać.

Ostatnio aż 3 tygodnie spędziłem w ojczystym kraju co nie powiem mi służy.
Wszytko mi zleciało jak mgnienie oka, ale i tak warto było. Z lotniska odebrał mnie szaci szaciowozem. Wszytko poszło gładko i tak jak powinno, sobota wieczór byłem już w domu i objadałem się pysznościami. Święta zleciały jeszcze szybciej z racji Chrzcin mojej najnowszej bratanicy Hanny, straszna kulka, ale przefajna :)
Śmigus dyngus był rzucany bo jak wszyscy pamiętamy było pełno śniegu, ale mimo to do Parkoszowic dojechałem i to marjanowozem. Parkoszowice zasypane nawet bardziej ale sałatka i drożdżowiec cioci były tego warte!




Potem w zawierciowie trochę poszaleliśmy u szaciego z asortymentem schłodzonym w chłodziarko zamrażalce marki fiat model czinkłoczento, gdzie chyba pierwszy raz w życiu Sąsiedzi dzwonili żeby było ciszej, więc stwierdziliśmy ze chyba jednak przesadzamy:) no ale okazja była to i trza było.
Potem odbyło się parę dobrych rozmów trochę wspominek trochę planów jak zwykle po powrocie i pojechałem do chrześniaka w odległe warszawskie regiony.




Chrześniak nie ma co, rośnie szybciej niż bym mógł się spodziewać, a że widzę go raz na rok, mniej więcej, to tym bardziej zauważam jak rośnie. Będą z niego ludzie, charakterek ma, a i wyobraźni i humoru mu nie brak, jest git!

Po powrocie z wawy pozostały mi dwa tygodnie, które spędziłem pomiędzy jazdą do Krakowa by pozałatwiać wsio na AGH co zresztą się nie udało tak jak bym chciał i sprawy są ciągle w toku, dentystą (straciłem pierwszego zęba..) , a spotkaniami z oczywistymi znajomymi jak i z tymi z którymi nie rozmawiałem rok albo dłużej, tutaj dzięki za odwiedziny Marcina. No i w szczególności wielkie dzięki za piwko dla Pana Grzybka, fajnie było się spotkać i pogadać po takim czasie. Pod sam koniec jeszcze wydziałówka na której było ciasno:P ale fajnie było się zobaczyć z wszystkimi tymi wspaniałymi gópkami:D


A nazajutrz po niej, niespodziewany, ale bardzo dobry obiad w D10, rozmowa, ławka i w ogóle.. no.
We will see.
:)
Dwa dni potem byłem w samolocie do Paris skąd tez teraz pisze.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Bordeaux

Długi przestój, tym razem spowodowany tym, że działo się więcej niż bym chciał, a jednocześnie zbyt mało. Tak to jak to zwykle bywa.  

Są trzy rzeczy które chciałbym opisać z zaległości: Bordeaux, powrót do Polski i powrót do Paris.

Dziś może napisze tyko o tej pierwszej, mianowicie wycieczce do elektrowni w Blayee.

It was awsooom!:D

..i tutaj mógłbym skończyć ale ja raczej gaduła jestem więc nie skończę.



Cała wyprawa była zorganizowana przez uczelnie i trzeba im przyznać, była zorganizowana lepiej niż wyśmienicie. A zaczęło się tak..

Dostałem swój pierwszy w życiu bilet na TGV i.. powiem wam, że ja jako śmiertelnik zwykle jeżdżący PKP relacji Kraków-Zawiercie w okresie Bożenarodzeniowym nie mogłem wyjść z podziwu. Zaczynając od tego że cichutko, czyściutko, wygodnie i pachnąco, a ceny w barowym nie zabijają, kończąc na tym że 600 km w 3h .. jest fajne. Żeby nie było tak pięknie i żeby Polacy nie czuli się obco TGV miało opóźnienia aż 40 min, więc generalnie lipa, ale chyba im to wybaczę bo z powrotem byliśmy idealnie na czas.

Po wyjściu z dworca w Bordeaux czekał na nas przemiły Pan kierowca z autobusem którym jechaliśmy tylko my i nic w tym dziwnego by nie było gdyby nie fakt iż było nas może z 8 a autobus był na osób 30 no ale.. mi pasowało.



Od razu pojechaliśmy do elektrowni, na wstępne wykłady i zajęcia na symulatorach.
Zaczęliśmy rzecz jasna od lunchu, który jak zwykle był całkiem spoko. Następnie jakieś 4 h wykładu i 4 h symulatora w skali 1:1 identycznego jak kontrol room stojącej obok elektrowni. Możecie sobie wyobrazić uciesz Malina ^^ *.* :D a dotego nasz instruktor był prześwietny i dużo można się byo nauczyć i po naciskać guziczków a to już w ogóle pełna radość.

Zmęczeni pojechaliśmy do hotelu, którym okazał się, nie ukrywam, że ku mojemu zdziwieniu, mały Pałacyk. Nie mogłem uwierzyć, ale tak, dzisiaj śpimy w pałacu. Powiedziałem DOBRA jakoś to zniese :) i wszedłem. Jak weszliśmy do środka przywitano nas iście rodzinnie, a kolacja była tak wyśmienita, że mogłaby iść w konkury z kuchnią mojej Mamy a kto wie o czym mówię to wie że takich słów na wiatr na rzucam! To taka Moja Mum kitchen wersja śródziemnomorska. :)) Po kolacji która trwała 2-3 h (był moment że nie wiedziałem którymi sztućcami powinienem to zjeść, nie sądziłem ze doczekam takiej chwili!) poszliśmy spać bo generalnie dzień był bardzo meczący.


Na dzień następny zaś, wróciliśmy do elektrowni i to był dopiero bajer. Razem z dwójką przewodników weszliśmy na teren elektrowni i byliśmy wszędzie gidze się tylko dało. I tu kolejna rzecz o której zawsze marzyłem i nie sadziłem że jakoś realnie szybko uda mi się zrobić -widziałem reaktor w działającej elektrowni! I to tak.. no blisko no ! Niesamowite wrażenie jak przechodzi się przez te wszystkie procedury
bezpieczeństwa po raz pierwszy, przebiera się w kostium do badania ufo, (biały kombinezon ^^) potem przechodzi się jeszcze raz sprawdzanie skażenia i przez oooooogromne żelazne drzwi do zbiornika reaktora. A tam on jeden by zasilać wszystkie 3 generatory pary, Jeden by grzać chłodziwo . Jeden by wszystko połączyć i napędzić Reaktor:) SUPER! No czułem się jak w książce bo do tej pory uczyliśmy się tylko teoretycznie że to wygląda tak a to tak a tu widzieliśmy wszystko jak to wygląda naprawdę nie na kartce ze przeźroczu.

Potem do hotelu koktajl z inżynierami pogadanka para fajnych frykasów drinków i spać bo na nazajutrz musieliśmy już wracac do Paris. I dobrze bo dwa dni później byłem już w samolocie do Ojczyzny o czym napisze jak najszybciej ale to może już nie dziś.

Wszytko ładnie pięknie a jednak mogło by być inaczej . No ale zobaczymy co to życie przyniesie!
Do potem!

środa, 20 marca 2013

Boli mnie ząb.


Boli mnie ząb
Motywem przewodnim tej notki sa zmiany. Ostatnimi czasy trochę ich za dużo jak na mnie ale jakoś daje rade.  Będzie dobrze bo ma być dobrze !

Jak pisałem ostatnie dni nie należały do najłatwiejszych czy najprzyjemniejszych z co najmniej kilku powodów.

Chorym byłem.. ostatnie dwa egzaminy miałem do napisania z czego jeden poszedł b dobrze drugi.. może uda się prześlizgnąć:/ no i ZĄB. Mam jednego naprawdę chorego zęba który wg dentysty „już nie będzie bolał ” a jednak BOLI.. Masakra. Pierwsze co z robię po powrocie do polski to do nie go pójdę.
W poniedziałek czeka mnie jeszcze tylko prezentacja projektu gdzie nie przewiduje większych problemów potem wycieczka Na południe Fr do elektrownia a następnie wolne. Może nawet 3 tygodnie tym razem, wiec zdążę się pospotykać ze wszystkimi mam nadzieje.

Ide leżeć w bólu z mym zębem..

środa, 13 marca 2013

Ostatnimi czasy czas biegł szybciej





 
Ostatnimi czasy czas biegł  szybciej
Odwiedziny Rockeigo i Sabiny / Projekty i egzaminy spowodowały że mój zegarek chodził jak na Kruliczkowych bateriach enejdźajzer.





W/W osobistości sprawnie lecz ja przystało na paris nie bez problemów dotarli do mojej dzielni, przywitałem ich po czym zupełnym przypadkiem, przyrządziłem najdziwniejszą potrawę jaką kiedykolwiek w mojej studenckiej karierze było mi robić. Ryż z makaronem i pulpecikami. Nie pytajcie…  =.=’

Potem szybki Notre dame, parę fotek nad rzeczką no i chill out, nie omieszkam tu nadmienić że szanowni goście zaopatrzyli mnie w 4.2 kg kiełbas polskich, jak i pewne napoje których tutaj reklamować nie będę, ale powiem tylko ze strefa wolno cłowa się ucieszyła na pewno bo dali im zarobić.

Po dość ciężkim poranku pojechałem na zajęcia, a oni zwiedzać. Po jak zwykle nużących zajęciach spotkaliśmy się, zrobiliśmy mały spacer nad rzeczką, poszliśmy się wysikać do Luwru, no i chill out nastał po raz kolejny .



 



Czwartek caaały dzień zwiedzaliśmy main points in paris: sacre ceour, operę, lafayet, łuk triumfalny itp.. :) Jak zwykle zawlokłem ich na mojego nowego ulubionego fast fooda.. taak znów na sushiJ Po czym wróciliśmy no i już bez większego chill outowania, bo mieliśmy zagranicznego gościa, spędziliśmy miły wieczór śmiejąc się z niczego, jak i ze wszystkiego.






Piątek, zaś zajęcia,  ale pogoda była kiepska wiec zwiedzili trochę uliczek i szybko wrócili, zrobiliśmy jakieś szamanko no i tak minął kolejny dzień.

W sobotę główną atrakcją były Urodziny Rockiego, za rok Oblewamy w UK  nie ma co :D  Paris już zaliczony. Było syto wesoło, ale momentami i poważnie. Michał nawet myślał że się kłócę z Rockim  :D no ale nie nawykły chłopak to co tu się dziwić.

Niedziela była ciężka ale ja z Michałem musieliśmy się udać na projektowanie…:/ niestety, a nasze turysty pojechały w Paryż wieńcząc wycieczkę wjazdem na Eiffel Tower gdzie podobno im się podobało, ale to może sami napiszą :>






Poniedziałek pogoda ooooookropna zmarzliśmy  i nic więcej  no a we wtorek udało się im jakoś wrócić ale „lotem” na taśmę, bo parę godzin później zamknęli lotnisko ponieważ zaczął padać śnieg.. Masakra komunikacyjna była wczoraj i dziś, ale zaczynają panować nad sytuacją, to dobrze.

Ja dziś miałem egzamin, jakoś poszedł, projekt, też wyszedł całkiem fajnie, wiec czekam na wyniki.
 W przyszłym tygodniu kolejne, a za niecałe 3 tygodnie się widzimy. so great:)

See u i do zoba :D :D

piątek, 1 marca 2013

No i jak?

   





No i jak?

No następnych parę tyg minęło. Zapowiedziane odwiedziny udały się choć no coś zawiodło i nie było tak perfekcyjnie jak być powinno no ale tak miało być będzie lepiej.

Marjanowi się podobało chyba że mnie kłamał.  Spędziłem kilka dni na wizytacji szeroko pojętego Paryża. Szybko opisując plan wycieczki to po kolei byliśmy w/na. Senacie + ogrody, kościół św. Sulpicjusza (kręcili tam code Leonarda da Vinci) Phanteon (grób Mari curie-Skłodowskiej i męża), Katedrę Notre-Dame, dalej Sacre coeur, opera i pobliskie dachy J ,Muzeum Orsay , Łuk triumfalny, wieża Eilfa, dalej Katakumby la defence noi dach Montparnase i kawa w najwyższej kawiarni w Europie po przejażdżce najszybszą windą w Europie.






 







Tak że jak na kilka dni chyba dość dość wycieczka :D

Jak już Goście pojechały to wróciłem do szarej Nuklearnej rzeczywistości mianowicie studia.
Kolejny egzamin ostatni z I semestru napisany.. czy zdany? Zobaczymy mogło być lepiej ale mogło być tez dużo gorzej wiec as always we will see..


 





 




Właśnie w dniu egzaminu postanowiłem zaproponować grupowe zdjęcia u mnie na roku. No i pomysł się przyjął nawet większość przydziela garnitury suit up! Zaprosiliśmy do zdjęcia opiekunów i wszystko wyszło jak należy i chyba wszyscy są zadowoleni. Jedna koleżanka się spóźniła ale kol. Sabina pomoże mi ją dokleić metodą cyfrową :D Dzięki za pomoc! 

Bezpośrednio u mnie wszystko gra i buczy generalnie humor ma taki sobie ale staram się jakoś nie poddawać ogólnym stresom i problemom wynikłym z tej czy to innej natury. Trochę zdjęc napstrykałem co pewnie zauważyliście na fb. Wydaje mi się ze coraz więcej łapę o co chodzi w tej całej fotografii ale długa droga przede mną. „ …A droga długa jest … A droga kręta jest… ” :D ale luz:D

W przyszłym tygodniu kolejna wizytacja i znów zacni goście . Zapowiada się całkiem „bogato” wiec czekam z niecierpliwością. Fakt psuje nieco świadomość ze w następny wtorek kolejny egzamin ale..

Yes we can! 

Tym optymistycznym akcentem kończę.