Przyleciałem. Lot AF był opóźniony koło 40 min a opóźnienie
to wydłużyło się do jakiejś godziny. Po wyjściu z aeroplanu definitywnie
stwierdziłem że nei jestem już w Polsce wszystko było większe nowsze i robiło
wrażenie bardziej zorganizowanego niż było w Ojczyźnie. Pierwsze co zrobiłem włączyłem
telefon i z błagalnym wzrokiem kota ze Shreka parzyłem na wskaźnik zasiągu,
paczałem, paczałem paczałem aż paczałki zwątpiły że zobaczą cokolwiek innego
niż ciemno szare pole wskazujące na permanentny brak jakiejkolwiek łączności ze
światem.
Wtedy to poraz pierwszy natchnęła mnie myśl że ten kraj jest
nieprzyjazny dla Malinów. No ale mówie nic to zobaczymy co przyniesie reszta
wieczory bo było już grubo po 18, i następne dni. Odebraliśmy bagaż przeszliśmy/przejechaliśmy
na ruchomych chodnikach do wyjścia z lotniska(jest naprawdę całkiem pokaźnych
rozmiarów). Nie bez problemów Olga z Filipem kupili mi bilet na pociąg i metro
które miało nas zawieś do ich apartament. W pociągu z lotniska na stacje metra
udało mi się nawiązać połączenie z polską- żyje nic mi nie jest miałem opóźniony lot zadzwonię potem- ten
krótki acz treściwy przekaz musiał na razie wystarczyć famili pozostałej na ziemiach biało czerwonych. Wtedy to powiedziałem że pierwsza część planu
zawiodła, chodziło oczywiście o telefon a dokładnie o francuskie sieci, nie
wiem czemu miałem i w sumie po tygodniu nadal miewam dość duże problemy w
korzystaniu z kom.
Bez problemu dojechaliśmy do mieszkania rozpakowałem się w
trybie koczowniczym tzn. podstawowe rzeczy i szczoteczka na wierzch wszystko
inne nadal w walizkach. Jak zaraz przeczytacie w walizkach było aż do wtorku a
przyleciałem w czwartek.
Filip praktycznie od razu pojechał na lotnisko po Michała
który miał przylecieć później. Planowo
powinni być koło 23 w domu ostatecznie byli przed 1 bo panowie z kolei
postanowili zrobić remont i zamknąć kolej. W tym momencie poczułem sie jak w
Polsce.
Krótka i bardzo do bra kolacja i spać.
W piątek wielka wyprawa do CampusFrance firmy która ma sią
opiekować takimi ludźmi jak ja czy wcześniej wspomniani koledzy/koleżankaJ
Weszliśmy do budynku pani w recepcji kazała czekać. Czekam .
czekam , czekam, czekam ale ide po wode, czekam z wodą i oczywiście w momencie kiedy
chciałem się napić podchodzi do mnie koleś i zaczyna szprechać nie po naszemu,
w net zrozumiał że w tym języku sobie zemną nie porozmawia i przeszliśmy na
odpowiednio frenglisz i polglisz i tutaj już mogliśmy poszaleć. Pan kazał mi podpisać
to i tamto powiedział że zakwaterują mnie w hotelu do poniedziałku a w
poniedziałek mam jechać do versailie coś tam no i tutaj zaczęły się schody.
Jest to organizacja zajmująca się zakwaterowaniem ale przeczuwałem że akademik
jaki dostane nie będzie najwyższych lotów i prawdopodobnie będzie gdzieś gdzie
dojechać można jedynie konno. Próbowałem powalczyć o jakiś inny przydział ale
byłem bez silny. Lekko zaniepokojony ale spokojny bo mam nocleg na 3 dni i
znajomych którzy w razie czego pomogą ogarnąć ten cały rozgardiasz pojechałem
do otelu jak by to powiedzieli francuzi.
Przyspieszając opowieść w poniedziałek poszedłem do crusa i
jak zwykle po urzędniczych męczarniach dostałem akademik.
Akademik to pokój 11 m kw z łóżkiem biurkiem krzesłem i
półka prysznic na 4 os oddzielony w kotarkami(koledzy radzą żebym się nie wypinał)
a co ciekawsze w toaletach dostępnych jedynie nakorytarzu nie ma desek. Wiec pozycja na Małysza wraca do łaskJ
Michał po tym jak zgubili i znaleźli jego papiery dostał
pokój obok mnie jakimś cudem dzięki pomocy
studentki która mówiła co nieco po angielsku założyłem sobie internet i tym oto
sposobem zyje w Paryżu już ponad tydzień.
Uczelnia. Pierwsze spotkanie na uczelni miałem w czwartek. Rozdali
foldery informacyjne pendrajwy długopisy itd. Zjedliśmy dość dobry lancz po czym
odbyły się dwa wykłady. Jeden jak przystało na łelkom dej o tym gdzie i jak możemy
pracować czysto reklamowy wykład. Drugi, już w grupach specjalnościowych o tym
co możemy co nie itd. Dostaliśmy tez plany. Okazuje się ze w ost piątek przed
świetami mam kolokwium/egzamin, a w [pierwszy dzień przed świetami mam egzamin
so.. greatJ. Na
końcu pan derektor poprosił aby dwóch studentów z polski stawiło się nazajutrz
w tym samym miejscu o godzinie 9.30 w celu objaśnienia/przetłumaczenia na ang
procedur rejestracyjnych na parisud. I to było bardzo przydatne bo bez tej
pomocy która trwała jakieś 2-3 h nie przebrnął ym przez tą rejestracje. Teraz czekam do poniedziałku aż będzie miała
miejsce prawdziwa rejestracja zobaczymy co wtedy mnie zaskoczy.
Informacje zaobserwowane na szybko.
Najtańsza herbata- lipton 3.4e za 100 torebek
Najtańsze piwo- heineken 0,89e za 0,5l
Najtańsza czekolada- milka 1,79e za 200g
Oczywiście jak by się poszukało może cos bym znalazł innego np.
w jednym sklepie widziałem czekoladę jakąś coś jak aro to była trochę tańsza
ale trochę to słowo klucz.