Zeszłej niedzieli wybrałem się w
kolejne klasyczne miejsce do zwiedzania Paryża. Mowa o Centre Pompidou ( WEB WIKI Map ) patrz: muzeum sztuki nowoczesnej, ale najpierw krótka
opowiastka z polskim akcentem i iście baśniowym zakończeniem.
niedziela, 19 maja 2013
Centre Pompidou PL
środa, 8 maja 2013
Pikniki i reszta Paryżowego świata
Tak więc wróciłem do Paris a
dokładnie do Antony.
Od razu z grubej rury zostałem
zaatakowany piknikiem w „moim parku dobiegania” (WEB, WIKI, MAP), do czego na
początku podszedłem z niechęcią, bom leniwy, ale koniec końców
odbyło się bardzo udane spotkanie, a czas został mile zmitrężony
Przysmaków mieliśmy jak zwykle, czyli
za dużo, a były i tosty francuskie i sałatka i pieczeń z
suszonymi pomidorami i galaretki i wino, po porostu no wsio. Po
jedzeniu karty i obserwowanie azjatyckiej cześć społeczności
francuskiej podczas gdy oni puszczali Latawiec w postaci Super Kungfu
Pandy z peleryną ^^ . Latawiec świetny, a i oni wiedzieli jak się
puszcza takie cuda naprawdę, pierwszy raz w życiu widziałem żeby
latawiec latał tak wysoko. Pełen podziwu jestem i nawet
postanowiłem, że kiedyś spróbuje sobie puścić w jakimś
doborowym towarzystwie :)
No generalnie wyleniuchowaliśmy się i
na tym skończył się „powitalny” piknik paryski na którym
obecni byli Olga Filip Grzesiek Michał no i Ja. Oby pogoda pozwoliła
na czesterze tego typu wypady! Dzięki!
Następnie, od poniedizału zacząłem
staż w Grupie badawczej. Miejsce prześwietne, ludzie mega, stołówka
tania no pracować nie umierać chciało by się parafrazować
klasyków, ale.. jak to ja, zatrułem się w drugi dzień chyba na
stołówce no i 2 dni przeleżałem stękając jak to mi źle i
niedobrze i jaki to ja jestem pokrzywdzony przez los. Skąd wiem ze
się zatrułem bo moja współstazystka miała podobne objawy, więc
raczej chyba coś ze stołówki nam zaszkodziło, ale to takie 1-2
dniowa przygoda teraz po 2 tygodniach jedzenia tam wsio ok więc może
to i nie to tylko jakiś mega przypadaek? No nie wiem. Up to now
is ok so.. great! Co do samego stażu. Mogę, co zresztą czynie,
naprawdę dużo się tu nauczyć. Ekipa jest bardzo ogarnięta i
otwarta, a co najważniejsze chętna do pomocy. Do tej pory nie mam
żadnych zastrzeżeń tym bardziej że mamy swoją lodówkę i
ekspres do kawy ^^ a mój komputerek ma Intel xeon inside, więc
bardzo mi się przyjemnie symuluje te reactory ;P
Co by wyczerpać ciekawsze tematy z
ostatnich 2 tyg. to napisze jeszcze, że zacząłem chodzić do
miejsca zwanego Polyglot club'u. Wiem ze wielu z was się
uśmiechnie i pomyśli jaki z Malina poliglota :D ale nie o to biega.
Bardzo pozytywne miejsce gdzie idzie spotkać ludzi mówiących w 8
językach, ale też takich, którzy mówią w jednym plus dwa wymarłe
^^ wiec bywa zabawnie.. a podszlifować angielski czy nauczyć się
francuskiego można w całkiem przyjemnej atmosferze. Miejsce jest
dość ciasne, co sprzyja poznawaniu nowych ludzi, więc tak też
czynie na lewo i prawo. Co kto i skąd opisze innym razem, ale moje
spostrzeżenie na szybko jest takie, że: co by nie było co by się
nie działo, zawsze warto poznawać nowych ludzi bo nigdy nie wiesz
czym cie zaskoczą.
A no i staram sie wrócić do czytania klasyków:>
Tym optymistycznym akcentem kończę
moje nadrabianie pseudo zaległości.
Jak się coś wydarzy to będę pisał
i marnował wasz cenny czas na te pierdoły.
poniedziałek, 6 maja 2013
Pologne!
Tak jak pisałem, o Polsce też wypada
coś napisać.
Ostatnio aż 3 tygodnie spędziłem w
ojczystym kraju co nie powiem mi służy.
Wszytko mi zleciało jak mgnienie oka,
ale i tak warto było. Z lotniska odebrał mnie szaci szaciowozem.
Wszytko poszło gładko i tak jak powinno, sobota wieczór byłem już
w domu i objadałem się pysznościami. Święta zleciały jeszcze
szybciej z racji Chrzcin mojej najnowszej bratanicy Hanny, straszna
kulka, ale przefajna :)
Śmigus dyngus był rzucany bo jak
wszyscy pamiętamy było pełno śniegu, ale mimo to do Parkoszowic
dojechałem i to marjanowozem. Parkoszowice zasypane nawet bardziej
ale sałatka i drożdżowiec cioci były tego warte!
Potem w zawierciowie trochę
poszaleliśmy u szaciego z asortymentem schłodzonym w chłodziarko
zamrażalce marki fiat model czinkłoczento, gdzie chyba pierwszy raz
w życiu Sąsiedzi dzwonili żeby było ciszej, więc stwierdziliśmy
ze chyba jednak przesadzamy:) no ale okazja była to i trza było.
Potem odbyło się parę dobrych rozmów
trochę wspominek trochę planów jak zwykle po powrocie i pojechałem
do chrześniaka w odległe warszawskie regiony.
Chrześniak nie ma co, rośnie szybciej
niż bym mógł się spodziewać, a że widzę go raz na rok, mniej
więcej, to tym bardziej zauważam jak rośnie. Będą z niego
ludzie, charakterek ma, a i wyobraźni i humoru mu nie brak, jest
git!
Po powrocie z wawy pozostały mi dwa
tygodnie, które spędziłem pomiędzy jazdą do Krakowa by
pozałatwiać wsio na AGH co zresztą się nie udało tak jak bym
chciał i sprawy są ciągle w toku, dentystą (straciłem pierwszego
zęba..) , a spotkaniami z oczywistymi znajomymi jak i z tymi z
którymi nie rozmawiałem rok albo dłużej, tutaj dzięki za
odwiedziny Marcina. No i w szczególności wielkie dzięki za piwko
dla Pana Grzybka, fajnie było się spotkać i pogadać po takim
czasie. Pod sam koniec jeszcze wydziałówka na której było
ciasno:P ale fajnie było się zobaczyć z wszystkimi tymi
wspaniałymi gópkami:D
A nazajutrz po niej, niespodziewany,
ale bardzo dobry obiad w D10, rozmowa, ławka i w ogóle.. no.
We will see.
:)
Dwa dni potem byłem w samolocie do
Paris skąd tez teraz pisze.
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Bordeaux
Są trzy rzeczy które chciałbym
opisać z zaległości: Bordeaux, powrót do Polski i powrót do
Paris.
Dziś może napisze tyko o tej
pierwszej, mianowicie wycieczce do elektrowni w Blayee.
It was awsooom!:D
..i tutaj mógłbym skończyć ale ja
raczej gaduła jestem więc nie skończę.
Cała wyprawa była zorganizowana przez
uczelnie i trzeba im przyznać, była zorganizowana lepiej niż
wyśmienicie. A zaczęło się tak..
Dostałem swój pierwszy w życiu bilet
na TGV i.. powiem wam, że ja jako śmiertelnik zwykle jeżdżący
PKP relacji Kraków-Zawiercie w okresie Bożenarodzeniowym nie mogłem
wyjść z podziwu. Zaczynając od tego że cichutko, czyściutko,
wygodnie i pachnąco, a ceny w barowym nie zabijają, kończąc na
tym że 600 km w 3h .. jest fajne. Żeby nie było tak pięknie i
żeby Polacy nie czuli się obco TGV miało opóźnienia aż 40 min,
więc generalnie lipa, ale chyba im to wybaczę bo z powrotem byliśmy
idealnie na czas.
Po wyjściu z dworca w Bordeaux czekał
na nas przemiły Pan kierowca z autobusem którym jechaliśmy tylko
my i nic w tym dziwnego by nie było gdyby nie fakt iż było nas
może z 8 a autobus był na osób 30 no ale.. mi pasowało.
Od razu pojechaliśmy do elektrowni, na
wstępne wykłady i zajęcia na symulatorach.
Zaczęliśmy rzecz jasna od lunchu,
który jak zwykle był całkiem spoko. Następnie jakieś 4 h wykładu
i 4 h symulatora w skali 1:1 identycznego jak kontrol room stojącej
obok elektrowni. Możecie sobie wyobrazić uciesz Malina ^^ *.* :D a
dotego nasz instruktor był prześwietny i dużo można się byo
nauczyć i po naciskać guziczków a to już w ogóle pełna radość.
Zmęczeni pojechaliśmy do hotelu,
którym okazał się, nie ukrywam, że ku mojemu zdziwieniu, mały
Pałacyk. Nie mogłem uwierzyć, ale tak, dzisiaj śpimy w pałacu.
Powiedziałem DOBRA jakoś to zniese :) i wszedłem. Jak weszliśmy
do środka przywitano nas iście rodzinnie, a kolacja była tak
wyśmienita, że mogłaby iść w konkury z kuchnią mojej Mamy a kto
wie o czym mówię to wie że takich słów na wiatr na rzucam! To
taka Moja Mum kitchen wersja śródziemnomorska. :)) Po kolacji która
trwała 2-3 h (był moment że nie wiedziałem którymi sztućcami
powinienem to zjeść, nie sądziłem ze doczekam takiej chwili!)
poszliśmy spać bo generalnie dzień był bardzo meczący.
Na dzień następny zaś, wróciliśmy
do elektrowni i to był dopiero bajer. Razem z dwójką przewodników
weszliśmy na teren elektrowni i byliśmy wszędzie gidze się tylko
dało. I tu kolejna rzecz o której zawsze marzyłem i nie sadziłem
że jakoś realnie szybko uda mi się zrobić -widziałem reaktor w
działającej elektrowni! I to tak.. no blisko no ! Niesamowite
wrażenie jak przechodzi się przez te wszystkie procedury
bezpieczeństwa po raz pierwszy, przebiera się w kostium do badania
ufo, (biały kombinezon ^^) potem przechodzi się jeszcze raz
sprawdzanie skażenia i przez oooooogromne żelazne drzwi do
zbiornika reaktora. A tam on jeden by zasilać wszystkie 3 generatory
pary, Jeden by grzać chłodziwo . Jeden by wszystko połączyć i
napędzić Reaktor:) SUPER! No czułem się jak w książce bo do
tej pory uczyliśmy się tylko teoretycznie że to wygląda tak a to
tak a tu widzieliśmy wszystko jak to wygląda naprawdę nie na
kartce ze przeźroczu.
Potem do hotelu koktajl z inżynierami
pogadanka para fajnych frykasów drinków i spać bo na nazajutrz
musieliśmy już wracac do Paris. I dobrze bo dwa dni później byłem
już w samolocie do Ojczyzny o czym napisze jak najszybciej ale to
może już nie dziś.
Wszytko ładnie pięknie a jednak mogło
by być inaczej . No ale zobaczymy co to życie przyniesie!
Do potem!
środa, 20 marca 2013
Boli mnie ząb.
Boli mnie ząb
Motywem przewodnim tej notki sa zmiany. Ostatnimi czasy trochę
ich za dużo jak na mnie ale jakoś daje rade.
Będzie dobrze bo ma być dobrze !
Jak pisałem ostatnie dni nie należały do najłatwiejszych czy
najprzyjemniejszych z co najmniej kilku powodów.
Chorym byłem.. ostatnie dwa egzaminy miałem do napisania z
czego jeden poszedł b dobrze drugi.. może uda się prześlizgnąć:/ no i ZĄB. Mam
jednego naprawdę chorego zęba który wg dentysty „już nie będzie bolał ” a
jednak BOLI.. Masakra. Pierwsze co z robię po powrocie do polski to do nie go pójdę.
W poniedziałek czeka mnie jeszcze tylko prezentacja projektu
gdzie nie przewiduje większych problemów potem wycieczka Na południe Fr do
elektrownia a następnie wolne. Może nawet 3 tygodnie tym razem, wiec zdążę się pospotykać
ze wszystkimi mam nadzieje.
Ide leżeć w bólu z mym zębem..
środa, 13 marca 2013
Ostatnimi czasy czas biegł szybciej
Ostatnimi czasy czas biegł
szybciej
Odwiedziny Rockeigo i Sabiny / Projekty i egzaminy
spowodowały że mój zegarek chodził jak na Kruliczkowych bateriach enejdźajzer.
W/W osobistości sprawnie lecz ja przystało na paris nie bez
problemów dotarli do mojej dzielni, przywitałem ich po czym zupełnym
przypadkiem, przyrządziłem najdziwniejszą potrawę jaką kiedykolwiek w mojej
studenckiej karierze było mi robić. Ryż z makaronem i pulpecikami. Nie pytajcie… =.=’
Potem szybki Notre dame, parę fotek nad rzeczką no i chill
out, nie omieszkam tu nadmienić że szanowni goście zaopatrzyli mnie w 4.2 kg
kiełbas polskich, jak i pewne napoje których tutaj reklamować nie będę, ale
powiem tylko ze strefa wolno cłowa się ucieszyła na pewno bo dali im zarobić.
Po dość ciężkim poranku pojechałem na zajęcia, a oni
zwiedzać. Po jak zwykle nużących zajęciach spotkaliśmy się, zrobiliśmy mały
spacer nad rzeczką, poszliśmy się wysikać do Luwru, no i chill out nastał po
raz kolejny .
Czwartek caaały dzień zwiedzaliśmy main points in paris:
sacre ceour, operę, lafayet, łuk triumfalny itp.. :) Jak zwykle zawlokłem ich
na mojego nowego ulubionego fast fooda.. taak znów na sushiJ Po czym wróciliśmy no
i już bez większego chill outowania, bo mieliśmy zagranicznego gościa, spędziliśmy
miły wieczór śmiejąc się z niczego, jak i ze wszystkiego.
Piątek, zaś zajęcia,
ale pogoda była kiepska wiec zwiedzili trochę uliczek i szybko wrócili,
zrobiliśmy jakieś szamanko no i tak minął kolejny dzień.
W sobotę główną atrakcją były Urodziny Rockiego, za rok Oblewamy w
UK nie ma co :D Paris już zaliczony. Było syto wesoło, ale
momentami i poważnie. Michał nawet myślał że się kłócę z Rockim
:D no ale nie nawykły chłopak to co tu się dziwić.
Niedziela była ciężka ale ja z Michałem musieliśmy się udać
na projektowanie…:/ niestety, a nasze turysty pojechały w Paryż wieńcząc wycieczkę
wjazdem na Eiffel Tower gdzie podobno im się podobało, ale to może sami napiszą
:>
Poniedziałek pogoda ooooookropna zmarzliśmy i nic więcej no a we wtorek udało się im jakoś wrócić ale „lotem”
na taśmę, bo parę godzin później zamknęli lotnisko ponieważ zaczął padać śnieg..
Masakra komunikacyjna była wczoraj i dziś, ale zaczynają panować nad sytuacją,
to dobrze.
Ja dziś miałem egzamin, jakoś poszedł, projekt, też wyszedł całkiem
fajnie, wiec czekam na wyniki.
W przyszłym tygodniu kolejne, a za niecałe 3 tygodnie się widzimy. so great:)
W przyszłym tygodniu kolejne, a za niecałe 3 tygodnie się widzimy. so great:)
See u i do zoba :D :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)


